Po wakacjach

Dawno mnie tu nie było, ale to dlatego że najpierw wyprawialiśmy roczek dla Pyzy – 3 przyjecia urodzinowe (!), a później byliśmy na urlopie w Polsce. Oczywiście czas ten minął jak z bicza strzelił i nie obyło się bez sprzeczek z teściem, tzn. mężu kontra jego tato.
Dziecię me było rozpieszczane do granic możliwości. Mogła robić dosłownie wszystko na co miała ochotę. Wystarczyło, że lekko się skrzywiła i wydała odgłos rozpaczy, już dwie babcie leciały jak na złamanie karku ;-) Obie nosiły na rękach i zabawiały. Najlepsze zabawki pod słońcem :)
Teściowa co rano, jak tylko dziecię otworzyło oczy, zabierała ją na dół, a my mogliśmy sobie trochę pospać. Babcia karmiła, przebierała pampersa i zabawiała. Dziadek jak zwykle tylko siedział i mówił swoje ‚mądrości’. Wieczorem wychodził do drugiego pokoju by obejrzeć swój serial bo wnuczka za głośno się bawiła. Ehh… Raz jak po nas przyjechał to oberwało nam się bo musiał czekać na nas ok 10 minut i spóźnił się na swój serial. Wiadomo że zanim dziecko się ubierze i spakuje jej taboły to trochę czasu minie. Mój mąż już nie wytrzymał i powiedzial mu że jeżeli seriale są ważniejsze od wnuczki to ma się nami nie przejmować, bo sami zorganizujemy sobie transport podczas pobytu w Polsce. Na co on, że prócz serialu to on nie ma nic. Normalnie ręce opadają. Po tym incydencie to wracaliśmy do domu autobusem lub siostra nas odoziła bądź mój tato. Dla nich to nie był problem.
Wersalka pieruńsko niewygodna, wszystkie kości bolały, ale jakoś to przetrzymaliśmy. Chyba musimy zasugerować wymianę łóżka bo na nim naprawdę nie da się spać. W nocy mężu wstawał do naszego dziecka gdyż spał od strony zewnętrznej :) Nie wyspał się ani razu (witaj w moim świecie). Zrobił też sobie tatuaż na ramieniu :) Super wyszedł.
_20170917_174601
Przez cały pobyt w Polsce chodził w długim rękawie co by jego rodzice nie zauważyli ;-) Jakoś udało mu się go ukryć.

U mnie w domu to wszyscy nosili ją na rękach, każdy przewijał dupsko, karmił i chciał sie z nią bawić, a w szczególności moi siostrzeńcy :) Chłopaki nie dawali jej spokoju, ale ona nie była im dłużna :) Zasuwała do nich do pokoju zabierała pady od xboxa bądź go wyłączała :-D Szybko nauczyli się pokój zamykać :) Moja siostra nakupowała jej tyle ciuszków, oszalała! A jak zwróciłam jej uwagę by lepiej swoim chłopcom coś kupiła to zrobiła smutną minkę i stwierdziła że ma Pyzę tylko jedną i że zabraniam kupować jej ciuszków. No i co miałam zrobić? Nie mogłam jej zabronić bo wiem jaką frajdę jej to sprawia. Siostra kupiła torta urodzinowego dla Pyzuni i zrobiła nam niespodziankę :)
_20170917_210332
_20170917_151237

No i wybrała długopis z rzeczy położonych na stole :)
_20170917_151522

To było 4 przyjęcie urodzinowe naszego dziecka! A ile prezentów nazbierała :) Fajnie być dzieckiem :) Gdziekolwiek nie poszliśmy w odwiedziny to każdy coś jej dał. Teraz musimy zorganizować transport do Anglii bo wszystkiego nie zabraliśmy. Nie zmieściło się w bagażu.

A teraz potrzebuję wakacji by odpocząć od urlopu ;-)

06.08.2016

Kiedy będziesz starsza to przeczytasz sobie ten list. Wydrukuję go i włożę do „puszki czasu”, którą dostałaś pod choinkę :)

Od pojawienia się dwóch kresek na teście ciążowym mój świat się zmienił. Już przestałam się martwić o siebie, tylko o Ciebie. Moje priorytety również uległy zmianie. Najważniejsza byłaś Ty. Wszystko co robiłam, jadłam to z myślą o Tobie żebyś zdrowo się rozwijała w mamusinym brzuszku. Gdy po raz pierwszy poczułam Twe ruchy to aż podskoczyłam do góry, a Twój tata cały czas dotykał brzucha by też móc Cię poczuć, ale dla niego ruchy Twe były jeszcze niewyczuwalne. Dopiero z czasem gdy rosłaś to przybrały na sile i tata za każdym razem cieszył się jak dostał kopniaka od Ciebie. Uwielbiałam patrzeć jak z Tobą rozmawia :) Ten widok był rozczulający.

Podczas zakupów zawsze brał dla nas Nutellę, banany, śledzie i kiszone ;-) Na każde badanie i Usg chodził z nami, by móc Cię zobaczyć. Brał w tym czasie wolne lub przerwę w pracy. Nie opuścił żadnej wizyty. A gdy zbliżał się wyznaczony termin porodu to namawiał Cię na szybsze wyjście, ale Ty miałaś swoje plany ;-) Wolałaś siedzieć u mamy w brzuszku gdzie Ci było najlepiej :)

6 sierpnia 2016 roku przyszłaś na świat przez cesarskie cięcie. Z tym dniem strach nie opuszcza mnie na moment. Każde Twe zachłyśnięcie, gorączka, upadek, płacz sprawia, że boję się o Ciebie. Boję się żeby krzywda Ci się nie stała. Twój tata stara się jak może najlepiej. To on pierwszy Cię przebierał w szpitalu, gdy ją byłam przykuta do łóżka. On się Tobą zajmował podczas, gdy ją szłam na drzemkę przed nocną wartą ;-) Jesteś dla nas całym światem.

Z Twoim tatą zdecydowaliśmy, że nie będziemy wychowywać Cię bezstresowo. Zabraniamy Ci niektórych rzeczy i słyszysz słowo „nie” dość często, ale to tylko dla Twojego dobra. Kochamy Cię całym sercem i nie chcemy abyś zrobiła sobie krzywdę. Chcemy żebyś znała granicę co można, a czego nie.

Podejmując decyzję w kwestii Twego wychowania nie wiemy czy robimy dobrze czy nie. Zdajemy się na intuicję. Chcę żebyś wiedziała, że staramy się być dobrymi rodzicami. Służymy ramieniem jeśli byś chciała się wypłakać, pocieszymy, rozśmieszymy. Będziemy wspierać i zachęcać do poznawania świata. Jeśli upadniesz to podniesiemy Cię. Póki co Twój uśmiech świadczy o tym, że chyba nie jest tak źle, co? ;-)

Razem z tatą życzymy Ci samych słonecznych i i kolorowych dni wypełnionych śmiechem, beztroskiego dzieciństwa i dużo zdrówka :)

_20170811_152935

Kochamy Cię nad życie!
Mama i Tata :)

_20170811_152736

 

Przerażenie

W niedzielę dziecię me zafundowało mi chwilę grozy.

Dzień jak codzień. Pobudka rano, zabawa w łóżeczu, przebieranie pampersiaka, butla, zabawa, butla, spacerek, drzemka,butla, zabawa, kąpiel i w tym momencie cała reszta naszej wieczornej rutyny wyszła przez okno. Już podczas kąpieli zauważyłam, że trzęsą się jej nózki i mają trochę inny kolor. Zawołałam męża by pomógł mi ją wyciągnąć z wody. Zaniosłam do jej pokoju, posadziłam na przewijak i się zaczęło. Mała w płacz, trżęsła się jak galaretka, nie mogła ruszyć rączkami i cała posiniała. :cry:  Mąż powiedział, że pewnie  jej zimno. To dawaj, szybko ją wytarłam, ubrałam podczas gdy ona cały czas płakała. Już wiedziałam, że coś z nią nie tak. Była cała sina, zimna i się trzęsła. Nie mogła złapać smoczka ani butelki. Zjadła niewiele mleka. Mi z tego wszystkiego aż słabo się zrobiło. Szybko zakończyłam rozmowę z mamą. Poprosiłam męża by ubrał ją w śpiworek bo z tego wszystkiego ręce zaczęły mi się trząść. Ja, osoba z reguły spokojna i z głową na karku, spanikowałam. :cry:  Gdy mąż zauważył, że małej nie przechodzi to sam sie wystraszył. Powiedział że nie wie na który numer ma dzwonić.

Stwierdziłam, że nie ma sensu nigdzie dzwonić tylko jedziemy z nią do szpitala. Opatuliłam ją w koc, zabrałam do torebki jej książeczkę zdrowia, butlę z mlekiem, pampersy i smoczka. Ja siedziałam z tyłu trzymając ją na kolanach, a mąż prowadził. Gnał do szpitala 80 mil, w mgnieniu oka się tam znaleźliśmy. Wysadził mnie pod recepcją, a sam poszedł zaparkować auto. W recepcji powiedziałam szybko o cco chodzi i pielęgniarka zaprowadziła mnie na oddział dziecięcy. Zapytała się tylko czy jestem sama czy z kimś. Odpowiedziałam, że z mężem, ale on parkuje samochód. Powiedziała żebym się nie martwiła, że go tu przyprowadzi. Po chwili mężu się zjawił. W momencie kiedy on przyszedł to pielęgniarka poprosiła nas do gabinetu. Wypytała co się stało, zadawała pytania, poprosiła by Małą wyciągnąć z tego koca i śpiworka. Zmierzyła jej tętno i gorączkę. Miała prawie 40 stopni! :-(  Poprosiła by usiąść w poczekalni, a ona przyniesie coś na zbicie gorączki. Po chwili przyszła ze strzykawką i doustnie podała Pyzie paracetamol. A me dziecię jak tylko zobaczyło strzykawkę to od razu buzię otworzyła ;-) Pielęgniarka była pod wrażeniem. Musieliśmy poczekać na swoją kolej, a przed nami były 4 osoby. Dziecko me śpiące, marudne, z gorączką nosiliśmy na zmianę na rękach. Dopiero około godziny 23:00 udało jej się usnąć. Usnęła u mnie na kolanach. Pospała może z 15 minut gdy zostaliśmy wezwani znów do gabinetu na zmierzenie ciśnienia i gorączki. Na szczęście wszystko było już w normie. Ledwo wrociliśmy na miejsce w poczekalni, a doktor nas zawołał. Też przeprowadził ze mną wywiad środowiskowy, po czym zaczął badać Pyzę. Powygłupiał się z nią w międzyczasie ją badając. Przy sprawdzaniu uszu i gardła poprosił o pomoc w przytrzymaniu jej. Badanie gardła nie przypadło córci mej do gustu co musiała pokazać swoim płaczem. Doktór na pocieszenie po badaniu namalował buźkę na patyczku lekarskim i wręczył Pyzie do rączki.

Po przebadaniu Pyzy doktor powiedział, że Mała z medycznego punktu widzenia jest zdrowa. Wytłumaczył to tak: wzrost temperatury w tak krótkim czasie od normalnej 36,4 do prawie 40 stopni powoduje utratę przytomności nawet u dorosłego człowieka, a u Pyzy jej mały organizm się bronił i jej małe żyłki nie potrafiły tak szybko pracować. Powiedział, że u niej było o tyle dobrze iż nie straciła przytomności. Poradził dać od razu paracetamol gdy tylko zauważymy, że Mała zaczyna się znów trząść bo to jest oznaka szybkiego wzrostu temperatury. Dostaliśmy ulotkę co robić w razie utraty przytomności i konwulsji u dziecka. Pożegnał nas słowiami: „Mam nadzieję, że juz nigdy nie bedziecie musieli z dzieckiem przyjeżdzać do szpitala, a Ty kruszynko nie przyprawiaj rodziców o zawał serca” :)

Wróciliśmy do domu po północy. Przebrałam Pyzie pampersiaka, dałam mleko i po chwili już sobie smacznie spała. Przed 5 rano przebudziła sie z płaczem. Wzięłam ją na ręce i od razu poczułam, że trzęsie się jak galaretka. Obudziłam męża by dał jej paracetamol, położyłam między nas. Mąż trzymał ją za rączkę, a ja przytuliłam ją do siebie i po chwili już spała. Po około 2 godzinach odniosłam ją do łóżeczka, bo zaczęła robić wędrówki ludów. Wstała dopiero po 11:00. Przyszykowałam ją do niani, siebie do pracy i pojechałyśmy. Poinstruowałam Kelly co ma robić gdyby zaszła taka sytuacja jak w nocy i jak coś by dzwoniła do męża.

Wczoraj w nocy budziła sie z płaczem co godzinę i wolała „mama”, a dziś zobaczyłam w jej paszczy, że lewa górna jedynka próbuje się przebić. Mam dość  ząbkowania. Nie dość, że Pyza jest wymęczona to i ja też.

Mam nadzieję, że już wiecej takich „atrakcji” nie będzie nam fundować.

Już za miesiąc

Nie mogę uwierzyć, że został mniej niż miesiąc do pierwszych urodzin mojej córci. Mam tyle pomysłów co do prezentów i przyjęcia urodzinowego, że aż się martwię czy wszystko uda się zrealizować.

Urodzinki jej wypadają w niedzielę i tego samego dnia mam firmowego grilla, na którego zostaliśmy zaproszeni wraz z rodziną. Więc rano będzie torcik i prezenty, a po południu wyjście :) Będą tam atrakcje dla dzieci żeby mogły się wyszaleć. Zobaczymy co będzie dla takich maluchów jak moje dziecko.

Jej przyjęcie urodzinowe przenieśliśmy na ostatni weekend sierpnia, gdyż nasi znajomi wrócą już z wakacji. Trzecie przyjęcie na roczek będzie miała w Polsce z początkiem września :) Takiej to dobrze :)

Z mężem nie możemy się dogadać w kwestii prezentu. Ja chciałabym zarezerwować Smash cake session, on uważa że to bez sensu dla takiego małego dziecka i strata kasy. Moim zdaniem Pyza miałaby frajdę z zabawy tortem i my również bo można się ubrudzić ciachem :) Jego pierwszym pomysłem był samochodzik elektryczny sterowany padem, ale po ostatnim weekendzie stwierdził, że osiatkowana trampolina będzie lepsza bo dziecko można tam włożyć, dać zabawki i niech se tam siedzi ;-) Tylko taka trampolina zajęłaby u nas pół ogrodu! Ciekawa jestem co jeszcze wymyśli ten mój mąż? Ma jeszcze trochę czasu by zmienić zdanie co najmniej 5 razy ;-) A mówią, że to kobiety są niezdecydowane :-D

Mały buntownik

Coraz częściej nas testuje. Nauczyła się piszczeć (u niani) i teraz jak coś się jej nie spodoba to zaraz jest pisk, albo jak się bawi to przy tym piszczy aż uszy bolą. Najczęściej jednak piszczy gdy się jej czegoś zabroni bądź jak coś idzie nie po jej myśli. Od około tygodnia codziennie mam wymuszony płacz i pisk po kąpieli. Uwielbia się kąpać, ale wycierać i ubierać to już niekoniecznie. Także po takim rytuale głowa mi pęka! Moja mama mówi żebym ją przytuliła to się uspokoi, a guzik prawda. Próbowałam i nic. Ja to pozwalam jej się wypiszczeć i wypłakać, taką ze mnie wredna matka. ;-)

Wymuszanie czegoś płaczem lub piskiem nigdy nie robiło i nie robi na mnie wrażenia ku zdziwieniu mojej córki ;-) Moi siostrzeńcy oraz męża bratanica i bratanek też też się nauczyli, że nic takim zachowaniem nie wskuraja :-D Za to jak coś powiem to od razu jest to zrobione :) Jeszcze tylko moje musi się tego nauczyć.

Powoli zaczyna kumać, że nie ze mną te numery, ale męża testuje na maxa :) A tata tylko mówi: „Pyza nie piszcz; Pyza przestań bo głowa boli; Pyza masz i bądź już cicho” ;-) Albo żeby mieć chwilę ciszy to bierze ją na ręce, robi samolot, przewraca do góry nogami – ta ma zacieszkę, a matka zawał serca! Po takich charcach i tak Pyza przychodzi do mnie się potulać :)

Ciekawe jak długo będzie jeszcze wypróbowywać swoje sztuczki? Chyba zainwestuję w stopery do uszu, albo ogłuchnę ;-)

To nie moje dziecko

Dawno mnie tu nie było, ale to dlatego że nie mam czasu. On już nie pędzi, on gna! Wstaję rano i nim się obejrzę już kładę się spać. I tak w kółko. Zdecydowanie powrót do pracy ukradł trochę mojego czasu. Mniej szydełkuję, czasu dla siebie mam o tyle o ile biorę prysznic lub korzystam z toalety ;-) A tak to siedzę z Pyzą i się bawimy. Znaczy o ile ona usiedzi w miejscu dłużej niż minutę ;-) W domu mam mini formułę 1. Zasuwa na czterech jak torpeda. Koty uciekają lub siadają na wysokościach żeby przypadkiem ich nie dotknęła ;-) Ma coraz więcej siły. Zaczyna się podnosić. Śmiesznie to wygląda ja próbuje stanąć na dwóch nogach, ale jeszcze się nie udaje bo tyłek z pampersem przyciężki hihi. Jak ją przytrzymam to ładnie stoi na nóżkach i chce stawiać kroki :)

Teraz coraz częściej jest „mama” wypowiadane :) Mama lekiem na całe zło. Gdy jej smutno, gdy jej źle to do mamy tula się :) Ale mi się zrymowało ;-) A że od zeszłej środy coś jej dolega to cały czas przy/na mnie jest. Z początku to były wzdęcia, mąż kupił Infacol i jej ulżyło. Puszczała gazy, brzuszek znów miękki się zrobił, ładnie się w dzień bawiła, ale w nocy znów budziła się z płaczem. Czasem ani ja, ani mąż nie mogliśmy jej uspokoić. Trzeba zapalić światło i ją posadzić, wtedy otwiera oczy i sama się uspokaja, ale jednocześnie rozbudza. Nie wiem co jej się stało. Przecież ładnie przesypiała nocki, albo obudziła się na pogaduchy z maskotkami i dalej szła spać. A teraz coś się jej poprzestawiało. Budzi się z płaczem, albo krzyczy/piszczy przez sen. Przez co ląduje u nas w łóżku. Inaczej moglibyśmy zapomnieć co to sen, a tak to chociaż parę godzin się prześpimy. Normalnie dziecko mi podmienili. Moje dziecko było pogodną, roześmianą, przesypiającą nocki dziewczynką. Teraz mam rozwrzeszczaną, smutną, ponurą kopię mojego dziecka. Już wczoraj do niej mówiłam by zwróciła mi moją córeczkę bo się za nią stęskniłam, ale się nie posłuchała. Naprawdę nie wiem co jej może dolegać :( Chciałabym jej pomóc, ale nie wiem jak :( Byliśmy nawet dzis u lekarza, który zbadał ją, osłuchał, sprawdził uszy, wymasował brzuszek i powiedział, że mam ładne i zdrowe dziecko. Cieszę się, że chociaż ze strony medycznej jest z nia wszystko wporządku. Powiedział żeby ją obserwować i jak coś to znów przyjść. Także musimy się przemęczyć, i my i Pyza :( Może jest to skok rozwojowy, może zęby. Cokolwiek to jest to trzeba to przeczekać. Mam tylko nadzieję iż szybko to jej minie i odzyskam swoją roześmianą Pyzuchę, bo serce się kraje jak ona tak płacze, a ja jestem bezsilna  :cry:

Mamy pierwszego ząbka!

Jest, przebił się! Pierwszy ząbek Pyzy :) 7 miesięcy i 2 dni – pierwsza jedynka po lewej stronie ;-) Ostra jak brzytwa ;-) 8 marca córa zrobiła mamie prezent na dzień kobiet ;-)

W sobotę wieczorem Pyza dostała 38 stopni gorączki. Dałam jej paracetamol i usnęła na mnie w pozycji na okrak. Mąż zaniósł ją do łóżeczka z nadzieją że będzie spać do rana, a tu figa!  Obudziła się po pół godzinie i zaczęła dokazywać do północy bo gorączka zeszła. Później zmieniłam jej pampersa, dostała butlę i poszła spać. Po 2 w nocy pobudka z płaczem :( Gorączka wróciła :( Na rękach spała, gdy ją odkładałam do łóżeczka płacz. Mąż mnie zmienił około 3 w nocy, ale poddał się po paru minutach i Pyzucha wylądowała z nami w łóżku. Uspokajała się gdy trzymała mnie za palca, płakała przez sen. Co 10-15 przebudzała się z płaczem. Po 3 nad ranem znów dałam jej paracetamol. Nie chciała nic jeść ani pić. Gorączka ją męczyła. Ja nic nie spałam, mężu coś tam się zdrzemnął. Dopiero po 8 rano gdy ją przebrałam, zjadła trochę mleka to usnęła nieprzerwanie na 2 godziny. W tym czasie my z mężem też sobie przysneliśmy. W niedzielę dostała jeszcze raz łyżeczkę paracetamolu, ale było o wiele lepiej niż w nocy. Trochę się martwiłam jak zniesie kolejną noc, ale spała już u siebie. Parę razy wstałam do niej, dałam smoka, przyłożyłam dłoń do twarzy, uspokoiła się i dalej szła spać.

Spanie z dzieckiem to nie spanie. Nikt się nie wysypia prócz dziecka. Pyza, odkąd wróciliśmy że szpitala, spała w swoim łóżeczku u siebie w pokoju. Uważam że łóżko w którym śpię należy do mnie i do męża, dziecko ma swoje. Wolę wstać do niej w nocy niż ją przyzwyczaić do spania razem z nami, a później odzwyczajać. Jeśli ktoś lubi spać ze swoją pociechą, proszę bardzo jego wybór. Nie neguję. My stwierdziliśmy, iż nie będziemy spać z dzieckiem, zwłaszcza że mężu skacze po wyrku ;-) On śpi na brzuchu i zajmuje 3/4 łóżka, a łóżko mamy duże, na reszcie łóżka zwinięta w kłębek śpię ja i Sonia :) Czasem Mruczek się wciśnie ;-) Także nie ma miejsca na spanie z dzieckiem.

To weekendowe samopoczucie Pyzy zwiastowało wyjście pierwszego zęba :)

Od wczoraj córa kaszle i ma katar. W nocy znów wędrowałam do niej do pokoju. Mąż chciał ją znów do nas wziąść, ale jakoś udało mi się ją uspokoić i uśpić. Włączyłam jej inhalator w pokoju żeby lżej jej się oddychało. Zadziałał :) A dziś rano zobaczyłam drugą białą kropkę ;-) Druga jedynka się przebija :)

_20170310_175652

Buźka blogowe ciocie :)

Teraz musimy przetrwać ząbkowanie. Poproszę o niekończące się zasoby cierpliwości ;-)

Powrót do pracy

Doba jakoś mi się skróciła. Ma mniej godzin niż jak siedziałam z Pyzą w domu. Teraz przydałyby się dodatkowe godziny bo się nie wyrabiam.

Dzień zaczyna się od pobudki Pyzy, kiedy to dziecię me otwiera oczy i zaczyna po swojemu nadawać ;-) Wtedy przebieramy pampersa, dostaje butlę i na chwilę wraca do łóżeczka wypełnionego zabawkami bym mogła umyć i wysterylizować jej butelki. Potem zabieram ją do siebie do sypialni, włączam bajkę, daję zabawki a sama szykuję się do pracy. W międzyczasie próbuję zjeść śniadanie i zabawiam moją marudę, kiedy ma zły dzień. Raz to nawet wzięłam ją ze sobą do łazienki. Posadziłam w wannie, dałam hipcia (termometr do wody) i w miarę na spokojnie mogłam zrobić makijaż ;-) Następnie szykuję Pyzę do niańki. Ubieram, zabawiam, daję ciuszki na przebranie do torby, butelki, mleko, pampersy, chusteczki nawilżające, krem itp itd. Pakuję ja do fotelika i do samochodu. Po drodze do pracy, odstawiam ją do niani – chwilka na pogaduchy i sama jadę zarabiać pieniądze na mleko i pampersy ;-)

5 godzin w miarę szybko mija. Po powrocie do domu wszyscy są stęsknieni za mną ;-) Koty bo głodne,  mężu w sumie też, a Pyza bo chce się tulać :) A ja zanim usiądę na tyłek to już czas do spania! Najpierw trzeba głodnych nakarmić, wykąpać małą, później siebie, coś zjeść, wysterylizować butelki na noc, przyszykować mleko, zrobić / rozwiesić pranie, nakarmić dziecko, położyć spać i wtedy mogę usiąść na tyłek. Ale że przeważnie jest godzina 23:00 lub 23:30 to karmię sierściuchy o idę od razu do łóżka :)

Ostatni tydzień razem

W poniedziałek niania napisała mi wiadomość, że w zeszłym tygodniu miała grypę i w tym tygodniu bierze parę dni wolnego żeby całkowicie wyzdrowieć. Zapytała się czy Pyza mogłaby zacząć do niej przychodzić od przyszłego poniedziałku bo nie chciałaby jej zarazić. Zgodziłam się od razu :) Zawsze to dłużej ze mną posiedzi ;-) Powygłupiamy się, pobawimy i pośmiejemy :)

Pogoda nie dopisuje niestety :( Szaro, buro i ponuro. Od wczoraj wieczorem to takie wiatry hulają, normalnie gorzej niż halny w górach! Nad ranem to myślałam, że wszystkie okna nam polecą. Do tego tak lało jakby było oberwanie chmury albo grad. Tylko nasluchiwałam czy te hałasy za oknem obudzą Pyzę, ale ona spała w najlepsze :) Tak samo jak jej tata i Mruczasty, bo Sonia stwierdziła, że trzeba zrobić porządki w kuwecie, pobiegać po całym domu i podrapać gazetę! Cicho to ona nie była. Takie to małe, a tyle hałasu potrafi zrobić ;-) No ale nadmiar energii z niej w końcu zszedł i poszła spać :)

Pyza obudziła się o 9:32 :) Całą noc znów przespała. Ostatnie dwie nocki budziła się o 4-5 nad ranem, dostała butlę ciepłego mleka i dalej szła spać. Podejrzewam iż śpiworek w którym spała nie był ciepły, bo to wiosenny bardziej niż zimowy, i dlatego tak wcześnie budziła się. Wczoraj założyłam jej grubszy i ładnie spała.

Miałam wziąść ją na spacer i przy okazji wstąpić do polskiego sklepu po pączki, ale jak zobaczyłam co się dzieje na dworze to zrezygnowałam. Psa na taką pogodę się nie wypuszcza a co dopiero z dzieckiem wyjść. Wiatr jest tak silny, że gałęzie łamie! Ale że dziś tłusty czwartek i wypadałoby zjeść pączka to ubrałam Pyzę ciepło, zapakowałam w fotelik i do samochodu :) Pojechały my sobie po pączusie :-D Bałam się o Pyzę, bo przy jeździe powyżej 40 mil na godzinę (około 64 km) samochodem rzucało na wszystkie strony. Jechałam ostrożnie jak tylko mogłam, wioząc ze sobą najcenniejszy skarb i pozwalając się wyprzedzać. Na spokojnie dojechałyśmy do sklepu. Kupiłam pączki z serem, nadzieniem różanym, powidłami śliwkowymi i adwokatem :-D Pyzie wzięłam deserki owocowe na bazie kaszy mannej, kaszę manną z owocami i biszkoptami oraz dwa gotowe słoiczki na obiad (indyk z warzywami i indyk z ryżem). Zobaczymy czy zje. Zupki jak ugotuję to wcina aż się uszy trzęsą, tylko buzię otwiera żeby jeszcze dać :) Nie wiem czy będzie chciała obiadek ze słoiczka zjeść. Po powrocie do domu dałyśmy parę pączków tacie, ja zjadłam dwa i Pyzie dałam spróbować :) Dobrze że te pączki są duże bo inaczej całego by do buzi wepchała ;-) Mieliśmy z niej ubaw :lol: Wyglądała jak szczeniaczek ;-)

Jeszcze trochę pączków się ostało :)
IMG_20170223_150832_250

A teraz sobie siedzimy i oglądamy „101 Dalmatyńczyków” :)

Opiekunka do dziecka – Niania

Od listopada zeszłego roku szukałam niańki. W mojej okolicy to wszystkie miejsca były zajęte. Ciężko też było im powiedzieć czy zwolni się miejsce gdy ja akurat będę szła do pracy. Widziałam się z dwoma opiekunkami. Pierwsza bardzo miła, nawet mi się spodobała. Jedyny minus to że mieszka kawałek od nas i trzebaby było Pyzę zawozić. Druga opiekunka też przypadła mi do gustu, bawiła się z Pyzą, a ta śmiała się w głos :) Chyba się jej spodobała ;-) No i mieszka niedaleko, spacerkiem niecałe 10 minut. Zdecydowaliśmy się na tą drugą. Ma podejście do dzieci.

Jakby mi się coś nie podobało to mogę zadzwonić do urzędu miasta i ją sprawdzą. Każda opiekunka musi być zarejestrowana, jest sprawdzana co jakiś czas i każdy ma wgląd do raportu w biurze lub na stronie internetowej miasta.

Także tego, od poniedziałku Pyza idzie po raz pierwszy do niani! Będzie chodziła od poniedziałku do piątku, od godziny 12:30 do 16:30. Matka osiwieje przez ten czas! Aż dziwne będzie nie mieć jej przy sobie. No ale jak mus to mus. Macierzyńskie się skończyło i pora szukać pracy. Dziadki się smucą, bo ona jeszcze taka mała i już do niańki ją posyłamy. Teściu powiedział żebym jeszcze w domu z nią została. A jak my zaproponowaliśmy by oni do nas przylecieli i z wnuczką posiedzieli to zaraz zaczęli się wykręcać, że nie bo coś tam coś tam. Jak nie to nie, Pyza idzie do niańki i już. A jak jeszcze raz mi wspomną żebym jej nie dawała to tak zripostuję, że aż im w pięty pójdzie. Przylecieć nie chcą, a do mówienia co mamy robić to pierwsi. Ja się na to nie godzę i cieszę się, że mężu podziela moje zdanie :)

Ps. Pyza zaliczyła pierwszą śliwę. Była pod opieką taty. Siedziała w łóżeczku i próbowała dosięgnąć zabawkę, balans jeszcze nie ten i przydzwoniła główką w szczebelek. Płacz i zgrzytanie dziąseł, tata z poczuciem winy przepraszał, że nie złapał w porę i całuje Pyzuchę, która szlochała i smarkała mu w ramię. Na szczęście głowa twarda i tylko malutki siniak się pokazał, ale już po nim nawet śladu ni ma.