Jest i nie ma

31 SIERPIEŃ
Mężu się mnie pyta czy kupić test ciążowy. Kazałam mu się puknąć w czoło. No okres mi się spóźnia, ale to nie powód by od razu kupować test. Zresztą moje miesiączki są nieregularne więc tydzień czy dwa, a nawet trzy nie robią na mnie wrażenia. Normalka. Już nie raz tak miałam. Oczywiście się nie posłuchał i kupił.

1 WRZESIEŃ
Mężu wstaje do pracy przy okazji mnie budząc. Dostałam laurkę na urodziny od córci i łańcuszek od męża :) Mąż prosi bym zrobiła jednak ten test. Myślę, że go całkiem pogieło. Mówi mi, że jak test wyjdzie pozytywny to sobie nogi ogoli ;-) Idę więc z tym testem do toalety, robię co mam zrobić, odkładam na bok. W międzyczasie robię poranną toaletę, zabawiam dziecię i karmię kociaki. Po wszystkim podchodzę do umywalki i oczom własnym nie mogę uwierzyć. Na teście dwie grube czerwone krechy! Gorąco mi i słabo jednocześnie. Strach wymieszany ze szczęściem.
Mężu z dołu krzyczy: „Zrobiłaś test?”.
Ja: Tak.
Na co on: I co?
Ja (zrzucając mu test): Golisz nogi!
On (patrząc się na test): Ale ja nie wiem co to znaczy.
Więc idę ci ja z ulotką do niego, ale zanim doszłam to ust jego usłyszałam: „O kurcze!” i aż się oparł o framugę z wrażenia ;-) Po chwili na ustach męża widzę uśmiech od ucha do ucha i zdanie: „A widzisz jak dobrze, że kazałem ci zrobić ten test.”
Do mnie jeszcze to nie dociera. W pracy też ciężko było się skupić.
Wieczorem mężu sobie pije drinka, a ja sok pomarańczowy i dalej się zastanawiam czy to jednak nie sen.

2 WRZESIEŃ
Lot do Polski. Zastanawiamy się jak to powiedzieć, że jednak z nikim się nie napiję wysokoprocentowych napoi ;-) Wychodzi samo „w praniu”. Gratulacje i pytania który to tydzień, na kiedy termin itp, itd. Odpowiedzi brak bo sama nie wiem. Radość od mojej strony z rodziny wielka czego nie mogę napisać o teściach. Teściowa tylko się zapytała jak my sobie teraz poradzimy, a teściu stwierdził że on jest tym gorszym teściem bo on się dowiaduje jako drugi. Ehhh…. Wieczorem bratowa męża przychodzi, a że mężu mój to papla to i ona sie dowiaduje. Radość z jej strony ogromna, aż się kobitka prawie popłakała ;-) Przy okazji dostałam kwiatka i prezencik na urodziny :-D

5 WRZESIEŃ
Zaczynam plamić. Strach i 1000 myśli na sekundę przelatują przez głowę. Mąż pociesza i próbuje uspokoić. Szukanie ginekologa, który by przyjął mnie prywatnie. Siostra podaje namiary na dwóch. Jest późno w nocy muszę czekać do rana żeby umówić się na wizytę. Noc prawie nie przespana. Plamienie na brązowo dalej jest, a nad ranem nawet krew poleciała :(

6 WRZESIEŃ
Rano telefon do ginekologa, do którego chodziła moja siostra. Nikt nie odbiera. Telefon do drugiego. Odbiera, może mnie przyjąć tego samego dnia o 17:00. Godziny sie dłużą niemiłosiernie. Dzieckiem zajmować się nie muszę, bo jest pełno chętnych do opieki nad nią. W końcu wybija godzina. Idziemy z mężem pod wskazany adres. Zaczynam się denerwować. Mąż uspokaja. Doktor zaprasza na fotel. Robi usg i potwierdza ciążę. Pokazuje pęcherzyk płodowy. Od razu dodaje, że jest to ciąża zagrożona :( Przepisuje Duphaston, 3 razy dziennie po jednej tabletce. Mówi żeby w Anglii iść do lekarza nie wcześniej niż za około dwa i pół tygodnia. Rozliczamy się. Doktor życzy powodzenia i wszystkiego dobrego. Od lekarza idziemy prosto do apteki po tabletki, a poźniej do domu. Pokazuję zdjęcie, ale tylko siostrze mowię, że ciąża jest zagrożona. Rodzicom ani słowa żeby ich nie denerwować.

8 WRZESIEŃ
Plamienie ustępuje. Trochę się uspokajam i zaczynam cieszyć tym stanem :) Rodzinka zajmuje się córcią, a ja odpoczywam :) Mężu się cieszy i papla znajomym, że coś jest na rzeczy ;-) Próbuję go stopować, ale z marnym skutkiem.

13 WRZESIEŃ
Powrót do domu. Po drodze z lotniska wstępujemy do przychodni. Umawiam się na wizytę z położną. Znów plamię. Podejrzewam że to przez lot samolotem i przez zmęczenie. Tata częściej zajmuje się córką żeby mnie trochę odciążyć. Po kąpieli on ją przenosi do pokoju i usypia :)

14 WRZESIEŃ
Powrót do pracy. Nikomu nic nie mówię o swoim stanie. Jest za wcześnie. Na szczęście mam pracę siedzącą :)

21 WRZESIEŃ
Wizyta u położnej. Poznała mnie od razu :)
P: Szybko do nas wróciłaś :)
Ja: Szybciej niż planowałam ;-)
P: Ile twoje dziecko już ma?
Ja: 13 miesięcy, a za dwa tygodnie będzie miała 14 :)
P: A to nie szybko, to tak normalnie :)
Powiedziałam jej o plamieniu, o tym że byłam u ginekologa w Polcse, o tabletkach. Wypełniłyśmy moją kartę, pobrała mi krew, zmierzyła ciśnienie, sprawdziła mocz. Zapisała sobie żeby zarejestrować mnie na usg w 12 tygodniu bo z komputera w przychodni nie mogła tego zrobić. Powiedziała o szczepionce na grypę, że mi przysługuje za darmo i żebym ją wzięła bo zima tuż tuż. Życzyła wszystkiego dobrego i do kolejnej wyzyty. Po wyjściu z gabinetu zarejestrowałam się na tą szczepionkę na poniedziałek 25 września.
Mąż zarejestrował mnie na sobotę do polskiego ginekologa (prywatnie), bo tabletki mi się kończą. On będzie pracował, więc ja pojadę z dzieckiem. Innego wyjścia ni ma. Dostanie chrupka i będzie siedzieć w wózku ;-)

23 WRZESIEŃ
Szybkie śniadanie, oporządzenie Pyzy i kierunek lekarz. Położna powiedziała, że zajmie się mym dzieckiem podczas mojego badania. Lekarz miły, przeprowadził wywiad i zaczął badanie. Wziął wymaz z szyjki macicy bo kolor mu nie pasował. Powiedział, że może to być infekcja dlatego plamię, ale niekoniecznie. Dla świętego spokoju zrobimy badanie. Wyniki w przyszły czwartek. Czas na usg. Jak tylko zaczął już wiedziałam, że coś jest nie tak :( Długa cisza lekarza też nie wróżyła nic dobrego. Wyrok: „Brak akcji serca, pęcherzyk płodowy się nie rozwinął, jest pusty w środku. Przykro mi bardzo” ;( Gula w gardle, żęby zacisnęłam żeby się nie rozpłakać. Sprawdził jeszcze czy nie ma ciąży pozamacicznej i mogłam się ubrać. Powiedział żebym odstawiła tabletki i dała szansę organizmowi na samoistne oczyszczenie. Za dwa tygodnie wizyta kontrolna, sprawdzi na usg czy wszystko zeszło i w razie czego przepisze tabletki na farmakologiczne oczyszczenie. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie. Lekarz powiedział, że czasem tak się zdarza i nikt nie wie dlaczego. Dał mi swóje numery telefonów, polski i angielski, w razie gdybym miała jakieś pytania to mam do niego dzwonić. Na koniec zapytał się czy chciałabym jeszcze coś się jego spytać. Już tylko pokiwałam głową na nie. Zrozumiał i zaprowadził mnie do położnej, która zabawiała moje dziecię. Pyza całkiem nieźle się tam bawiła. Uiściłam opłatę i wyszlyśmy. Po drodze do samochodu zadzwoniłam do męża i opowiedziałam o wizycie. Przykro mu sie zrobiło, ale starał się mnie jeszcze pocieszać. Łzy stanęły mi w oczach, kilka głębokich wdechów by opanować się od płaczu. Zapakowałam Pyzę i wózek do samochodu, porozmawiałam jeszcze chwilkę z mężem i wróciłam do domu.
W domu póki coś robię lub bawię się z córcią to jakoś funkcjonuję, ale jak tylko usiądę i Pyza nie widzi to po ciuchutku sobie chlipię ;( Nie chcę żeby ona widziała jak mama płacze więc staram się ukrywać. Ciężko jest.
Napisałam do siostry. Odpisała, że jest jej przykro i czy ma powiedzieć rodzicom. Napisałam, że tak. Narazie nie chce mi się z nikim rozmawiać.

Jest ciężko, jest pieruńsko ciężko. Łzy same cisną się do oczu ;(

Nowina

W piątek otrzymałam wiadomość od siostry, że zostanę znów ciocią. Cieszę się, ale… No właśnie to ‚ale’ gdzieś we mnie siedzi. Poczułam lekką zazdrość? Cieszę się bo chcieli kolejne dziecko. Powiedzieli nam, że się zaczęli starać jak byliśmy w Polsce i udało im się w pierwszym cyklu! Głupi to ma szczęście! ;-) Termin na połowę sierpnia.

Może to ukłucie zazdrości wynika z tego, iż my musieliśmy starać się o nasze Małe szczęście latami i dopiero in vitro pomogło, a niektórym udaje się to od razu? Nie wiem, nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.

W każdym bądź razie cieszę się, że udało im się i nie musieli przechodzić przez to co my i większość z par.

Rodzinka wie lepiej!

Nie ważne co, oni i tak wiedzą najlepiej. A jeśli chodzi o twoje dziecko to już są wybitnymi ekspertami. To nic, że to właśnie ty urodziłaś to dziecko i przebywasz z nim/nią 24h non stop, rodzinka i tak powie że coś robisz nie tak lub powinnaś zrobić to inaczej, albo dają „dobre” rady!

U mnie też się to zaczęło wraz z pojawieniem się Młodej na tym świecie, a nawet wcześniej bo jak była jeszcze w brzuchu! Zawsze było: nie powinnaś tego jeść, zjedz to bo jest zdrowe, zacznij jeść mięso, dużo spaceruj to będziesz mieć łatwiejszy poród (tia, jasne, siła ją wyciągnęli bo zaparła się rączkami i nóżkami stwierdzając że tam jest jej dobrze i nie ma zamiaru wychodzic ;-)). Parę razy dałam stanowczą ripostę to skończyły się „dobre” rady do czasu pojawienia się córki. Odkąd Mała jest z nami rodzinka lubi ingerować we wszystko co jest związane nią!

Oto kilka przykładów:

1. Po porodzie: przykładaj ją najczęściej do piersi to będziesz miała dużo pokarmu.  Czyżby? Przystawiałam, ale ilość pokarmu się nie zwiększyła więc dokarmiałam ją mlekiem modyfikowanym bo gdybym ich posłuchała to z pewnością bym dziecko zagłodziła. Na nic zdały się moje tłumaczenia - oni i tak wiedzieli lepiej.

2. Płaczące dziecko.  U nas to była i jest oznaka głodu. Mała może być ulana i obsrana po pachy, ale jak jest głodna to włącza syrenę ;-) Wtedy albo ja, albo mężu idziemy robić mleko. A co rodzice na to? Może ma kolkę? Może jej nie wygodnie? Weźcie ją na ręce! 1578 razy było mówione, że głodna jest, a oni dalej swoje! Aż pewnego piknego razu moja cierpliwość nie wytrzymała i jakoś szybko sobie przyswoili, że płacz = głód :-D

3. Rozmowa przez Skype. To dotyczy teścia. Za każdym razem jest to samo! Jak mąż odbiera ich na telefonie: ‚nie widzę cię’ – poczekaj aż kamera się załączy. Jak jest gorszy obraz to znaczy że przednia kamera jest włączona żeby dziecko ich widziało było to mówione już nie pamiętam ile razy, a teściu dalej swoje: ‚ że źle ja widzi’, no to przełączamy na tylną kamerę: ‚o już lepiej, a ona mnie widzi?’. Nosz matko wszystkich telefonów daj mi cierpliwość bo ukatrupię! Nie cholera, nie widzi bo przełączyliśmy kamerę żebyś ją lepiej widział i przestał marudzić! Albo zawsze wyczują moment kiedy usypiamy ją. Zadzwonią, rozbudzą, a później mówią że to nie oni. Jasne że nie, bo któż inny mógł mi dziecko rozbudzić jak ja usypiam!? Na bank koty ;-)

4. Ząbkowanie. Z jakiś miesiąc temu córka ma zaczęła ząbkować. To żem zakupiła gryzaczki i żel na dziąsła. Jak się pytali co słychać to mówiłam iż dziecię me zaczęło ząbkowanie. Jak jedni tak i drudzy rodzice jednogłośnie stwierdzili że chyba oszalałam, bo ona jest jeszcze za mała. Z mężem tłumaczyliśmy, że każde dziecko jest inne i inaczej się rozwija, a niektóre dzieci rodzą się nawet z zębami, ale pewnie zanim zęby wyjdą to minie parę miesięcy. Oni za każdym razem obstawali przy swoim aż do czasu gdy zobaczyli jak Mała namiętnie wcina własną łapkę, albo moje palce ;-) Wtedy powiedzieli że chyba zęby jej idą i muszę kupić jej żel na dziąsęłka żeby się tak nie męczyła. No rychło w czas się opamiętali. Odpowiedziałam im że gdybym czekała na ich opinie to dziecko by mi się zamęczyło do tego czasu. Chyba im się to nie spodobało, trudno ;-)

5. Czapka. Zwłaszcza po kąpieli kazali zakładać jej czapeczkę. Powariowali. Lato, gorąco niczym w piekle, człowiek by się do naga najlepiej rozegrał, a oni czapkę każą zakładać! Sobie niech założą!  Przecież w domu przeciągu nie ma. W pomieszczeniu gdzie przesiadywaliśmy okno było zamknięte to po co przegrzewać dziecko?

6. Ubiór niemowlaka. Młoda urodziła się latem. W szpitalu mówili żeby dziecka nie przegrzewać to tak się starałam ja ubierać by było jej wygodnie i nie za gorąco. Za to moja siostra przykrywała ją jeszcze kocem! Co ja małą odkryłam, to ta przykryła na nowo! Dziecko całe czerwone od gorąca, a ta mi mówi że dziecku zimno! Matko wszystkich upałów! To samo mówili nasi rodzice, że małej na pewno zimno bo ciągle leży. A co miała skakać? Z tego co wiem to niemowlaki nie potrafią chodzić ani nic z tych rzeczy, ale co ja mogę wiedzieć? My rozebrani jak do przysłowego rosołu, a oni każą mi dziecko ubierać. Powariowali!

Przykładów mogę dać od i ciut ciut, ale po co? Chyba każdy przez to przechodził lub przechodzi. Przecież istnieje coś takiego jak intuicja i każdy rodzic wie co jest najlepsze dla swojego dziecka! :)

Im bliżej wylotu do Polski, tym większą czuję awersję. Jak się będą za bardzo wtrącać to kłótnie będą na porządku dziennym. Chyba zrobię sobie kalendarz i będę odliczać dni do powrotu do domu ;-)

Czas leci

Jeszcze 3 dni siostra bedzie z nami. W poniedziałek już wraca do domu i zostaniemy sami :( Nie powiem boję się. Siostra naprawdę jest pomocna. Nocne warty należą do mnie. O 20:00 jestem już w łóżku na drzemkę, przed północą ściągam pokarm, a później czuwam. W ciągu dnia siostra przejmuje kontrolę nad małą. Cały czas by ją nosiła i tuliła. Mała chyba się do niej przyzwyczaiła i przyszły tydzień będzie ciężki dla nas :( Znów będzie musiała się przyzwyczaić do mnie. Jakoś musimy dać sobie radę.

Będziemy zdane na siebie. Siostry nie będzie. Tata w pracy, a my same. Hormony jeszcze buzują więc jak nie będę dawać sobie rady to pewnie będę płakać razem z nią ;-) Po pracy tata przejmie pałeczkę żebym mogła się zdrzemnąć przed nocną wartą.

Oj będzie ciężko, ale nikt nie mówił że będzie łatwo.

Same w domu

Tata z ciocią pojechali na zakupy, a my zostałyśmy same w domku, plus koty i rybki oczywiście ;-) Włączyłyśmy sobie program kulinarny i oglądamy pichcenie, tzn. ja oglądam a Kluseczka drzemie mi na klatce piersiowej :) Chyba jedzenie jej nie podpasiło ;-)

Poznaliśmy koty z nowym członkiem rodziny :-D
_20160810_154549

 

Koty mało zainteresowane Isabel. Chociaż jak mam ją na rękach to zaglądają zaciekawione co ja takiego trzymam :-)

Powoli ustalamy plan dnia. Rutyna musi zagościć w grafiku co byśmy się do niej przyzwyczaili. A później będzie już z górki :)

„Dobre rady”

Długo zastanawiałam się czy napisać ten post, ale raz kozie wio ;-)

Z chwilą ujrzenia upragnionych dwóch kresek na teście ciążowym bądź pozytywnym wynikiem bety zaczynają zalewać nas tak zwane ‚dobre rady’ zewsząd. Od rodziny, znajomych, znajomych znajomych itd itd…. Wiadomo każdy chce być pomocny, zwłaszcza rodzina, a w szczególności mamuśki. Ja jestem upartym stworzeniem i od razu, jak tylko oznajmiliśmy iż spodziewamy się potomka, stanowczo powiedziałam że nie przyjmuję ‚dobrych rad’ od nikogo kto niepytany zarzuca mnie informacjami. Jak coś to sama pproszę. Jak wiadomo spotkało się to z oburzeniem ze strony mamusiek, bo jak to tak, że one chcą pomóc i w ogóle, a ja taka niedobra jestem. No trudno, dawno już pępowinę odciełam i żyję własnym życiem, popełniając błędy i wyciągając z nich wnioski lub nie, zależy od sytuacji ;-)

Jesteśmy zasypywani informacjami co możemy robić, a co jest niewskazane. Co jeść, a czego unikać. Jak żyć i sobie radzić z każdym kolejnym miesiącem. Kurcze ludziska my też mamy mózg i z niego korzystamy (czasami, bo ponoć myślenie boli ;-) ), polegamy na intuicji, a jak trzeba to pytamy lekarza, położną lub inną osobę wrazie jakichkolwiek wątpliwości.

My ogłosiliśmy światu, że zostaniemy rodzicami jak zaczynałam czwarty miesiąc. Ominęły mnie rady co robić wrazie nudności, bo moje dziecię mnie oszczędziło :) Normalnie się dogadaliśmy, ja dostarczam dobre papu, a dziecko oszczędza matkę jak tylko może :)

Ale zdarzało się, że osoby niepytane same z siebie mówiły:
1. ‚No to teraz czekają cie hemoroidy, każdy przez to przechodzi.’
Naprawdę każdy? A co z odpowiednią dietą w ciąży i nawodnieniem? Ponoć lekkostrawne potrawy i duża ilość płynów zapobiegają hemoroidom w ciąży. Wiem, że mogą one wystąpić podczas porodu lub po nim, ale niekoniecznie, więc nie każdy przez to musi przejść.
2. ‚A to teraz ci się przytyje.’
Really? Znów mówię, iż odpowiednia dieta działa cuda. Należy jeść DLA dwóch, a nie za dwoje i kilogramy nie będą się mnożyć w zastraszającym tempie. Moja rodzona siostra lubiła mi mówić, że przytyję i będę wyglądać jak wieloryb, bo ona w ciąży przytyła ponad 20 kg! Nosz kurde każda ciąża jest inna i nie lubię jak się mnie porównuje do kogoś. Trochę chyba niepocieszona była jak jej pwiedziałam, że z końcówką 8 miesiąca mam na plusie tylko 9 kg :) Ale jakoś mało mnie to obchodzi :-D
3. ‚Musisz zacząć jeść mięso’.
Nic nie muszę! Biorę zestaw witamin dla kobiet w ciąży, odżywiam się zdrowo (z małymi zachciankami na coś niezdrowego od czasu do czasu), jem ryby – źródło witamin Omega3. Mięso wcale nie jest zdrowe co zresztą zostało udowodnione. 1:0 dla mnie :)
4. ‚Zobaczysz od 7 miesiąca organizm zacznie produkować mleko i cycki ci urosną do niebotycznych rozmiarów.’
Och muszę cię rozczarować, bo nie dość, że pod koniec 8 miesiąca mlika u mnie brak to jeszcze piersi mi zleciały o 2 rozmiary :-D Jestem odwrotowiec i nic na to nie poradzę, w sumie dobrze mi z tym :)
5. ‚Córka zabiera urodę mamie.’
Czyżby? U mnie gdyby nie wystająca piłka do kosza z przodu to chyba nikt by się nie zorientował, że w ciąży jestem :) Nie zbrzydłam, nie przytyłam, nie spuchłam – no moja ciąża jest inna niż wszystkie :) Po prostu wyjątkowa!
6. ‚Ciąża = zgaga.’
Jak się nażresz wszystkiego co popadnie i popijesz napojem gazowanym to pewnie, że zgaga będzie cię meczyć. Ale jak odżywiasz się zdrowo i pijesz wodę niegazowaną zamiast wysokosłodzonych napi gazowanych to jest bardzo duże prawdopodobieństwo iż to paskudztwo najzwyczajniej w świecie cię ominie.
Znalazłoby się jeszcze wiele innych cennych rad, ale nie chce już zanudzać.

Moja teściowa powiedziała żebym w ciąży dużo spacerowała to poród będę miała lżejszy, na co ja jej odparłam że jak przejmie moją macicę wraz z zawartością chociaż na parę dni to ja z miłą chęcią na spacerki pójdę, gdyż moje dziecię jak tylko wyczuje, iż zbliża się dłuższy wybieg to tak się ułoży, że zrobienie jednego kroka graniczy z cudem i trzeba do domu wracać. Od tamtej pory mam spokój :) Za to mężu pewnie musi wysłuchiwać co mamusia ma do powiedzenia ;-)

Czasami opłaca się być upatrą i wredną :)

Doktorek

Kto jak kto, ale ja to oczywiście ostatnimi czasy skleroze mam potegującą. Miałam rano zabrać papiery z kliniki, żeby od razu po pracy pojechać do lekarza no i co? Zapomniałam! Więc po pracy zajechałam najpierw do domku, a tam siostra już pierogi lepi :) Powiedziała, że uszka już dawno zrobione i zamrożone, a wyszło ich ponad 200(!), ja się pytam kto to będzie jadł? Ale jak są zamrożone to jak nie bedzie mi się chciało gotować to obiad mam w sumie gotowy ;-) Spytała się czy zjem pierogów (ruskie robiła, a za ruskimi to ja nie bardzo przepadam), żeby nie zrobić jej przykrości to powiedziałam że zjem 5 (bo malutkie były), ale przyznać muszę iż naprawdę mi posmakowały. Chyba dziecię me tego potrzebowało, bo wszyscy patrzyli na mnie jak na ufo, nawet mąż nie mógł uwierzyć, że zjadłam pierogi ruskie :) No ale cóż, wszystko dla Bąbelka  :-)

Po kolacji zabrałam papiery i pojechałam do przychodni. Było małe opóźnienie, może z 10 minut. Mój doktorek, którego nazwiska nie potrafię wypowiedzieć, wywołał mnie do swojego gabinetu. Zapytał w czym może pomóc, więc mu powiedziałam, że pewnie juz dostał papiery z kliniki, ale kopie w razie czego mam przy sobie jeśli życzy sobie ją zobaczyć i czy może skierować mnie do położnej gdyż jestem w ciąży. Tak się ucieszył, że aż trzy razy gratulował wstając ze swojego krzesła  :-D Zmierzył mi ciśnienie, wszystko w normie :) i powiedział żebym poszła do recepcji i powiedziała kobicie tam urzędującej, że ja przychodzę z jego polecenia i chciałabym zapisać się do położnej u nas w przychodni gdyż jestem w ciąży i zależy mi żeby nigdzie nie jeździć. Tak też uczyniłam i pierwsza wizyta, która bedzie trwała około godziny (zawsze może się przedłużyć) odbędzie się 13 stycznia :) Spodziewałam się daty bliżej lutego, a tu taka niespodziewajka :) Szybko zleci i teraz będzie tylko od wizyty do wizyty. Także ten tego, fajnie będzie :)

Pełna chatka

Wczoraj rodzinka przyleciała na święta :) tzn. siostra z mężem i dwójką dzieci. Mężu musiał rano wstać i po nich pojechać bo ja to pewnie w połowie drogi bym usnęła za kierownicą ;-) Ponoć na lotnisku dzieciaki tak się ucieszyły, że widzą wujka aż się na niego rzuciły :) No tak wujek to wujek, a cioci to się wstydzą czasami, bo ciocia nie pozwala sobie wejść na głowę. Ale jak przyjechałam do domu to się ładnie przywitali, nawet ten młodszy, który jest strasznym wstydziochem. W pokoju, w którym śpią został podłączony telewizor z polskimi bajkami więc potrafią cały dzień tam przesiedzieć i oglądzać to na co mają tylko ochotę. Starszy chciałby jeszcze internet w tv żeby móc oglądać jakieś pierdoły na youtube, które robią sieczke z mózgu i ma zabronione, więc musi się zadowolić bajkami.

Z siostrą wybrałyśmy się na zakupy do polskiego sklepu żeby pokupować już większość produktów, które będą potrzebne do przyżądzania potraw na święta. Co chwila tylko mnie upominała, nie dźwigaj, zostaw ja to wezmę, a mi się po prostu zapomina, że mam małego lokatora w brzuniu. No trudno będę strofowana co chwila ;-) Póki się dobrze czuję będę latać po sklepach z siostą w celu zakupu żywności. A w każdym sklepie teraz tak ładnie i świątecznie, świąteczne piosenki z głośników lecą, aż sie tak miło robi :) Siostra musi jeszcze dzieciakom prezenty na święta kupić, my na szczęście już mamy to za sobą. Prezenty pokupowane i zapakowane :) W tym roku jakoś tak sprawnie poszło, organizacja pierwsza klasa, aż jestem z siebie dumna :)

Jedynie moje koty są zestresowane. Nie lubią tłumów. Mruczasty jeszcze łazi po domu i wykorzystuje wszystkich do swoich niecnych celów ;-) Jak chce wyjść na dwór to staje pod drzwiami i drze jape żeby go wypuścić, więc siostra jako osobista służąca otwiera mu drzwi i wypuszcza na dwór, a czasem nawet idzie z nim na ogród ;-) Jak jest głodny to nie pójdzie na góre żeby zjeść tylko usiądzie w kuchni i znów się rozedrze, że biedne kocię głodne jest, że umiera z głodu, że nie wytrzyma ani minuty dłużej, że trzeba go nakarmić już, teraz, w tej chwili bo zaraz wyzionie ducha! No i co robi siostra? Zwleka swoje cztery litery z sofy i jak ten lokaj człapie do kuchni by dać głodnemu kotu jego przysmak! No wykorzystywanie tego mojego futrzaka jest ewidentne ;-) Za nic mają moje słowa, że nie wolno, że żarełko na górze ma tylko leń nie chce tam iść i tak robią swoje. Bo jak to określiła siostra, on tak ładnie prosi aż nie sposób mu nie dać :) Za to Sonia, bidulka moja, chowa się gdzie tylko może. Najlepszym schronieniem jest moja sypialnia bądź dolna szuflada w biurku. Zwinie się w kłębuszek i nie wychodzi póki dzieciaki nie pójdą spać. A później wychodzi spragniona czułości i jedzenia, bo przecież cały dzień nic nie jadła. Mężu mówi, że schudnie w ten sposób, a mi jej jest tak szkoda :( A tak wyglądała wczoraj:

10577893_10153761508604378_1471323991_n

Tak mi jej szkoda, ale za to wieczorem się pieściuchamy :) W nocy gdzy się obudzę za potrzebą to od razu jest przy mnie i czeka na papu, bo biedna głodna jest, więc dostaje mokrą karmę, a później rano, gdy czas się szykować do pracy, a dzieciaki jeszcze śpią. Opróżnia miseczkę swoja i Mruczka, i idzie do swojej kryjówki w biurku. Będzie tak przez 2 tygodnie. Jak rodzinka wróci do Polski to wynagrodze jej ten czas :)