Znów ząbkowanie

W piątek, gdy wychodziłam z pracy, dostałam wiadomość od męża, że mała ma gorączkę. Powiedziałam mu żeby dał jej Paracetamol i że już wracam do domu. Jak przyjechałam to bidulka siedziała u taty swego na kolanach. Taka smutna z „maślanymi” oczkami. Nawet jej uśmiech, gdy mnie zobaczyła, był delikatny. Wzięłam ją na ręce to się przykleiła jak małpka. O godzinie 19:00 zaczęła się słaniać do spania. Przetrzymałam ją jeszcze z pół godziny, zrobiłam kąpiel, dostała butlę i poszła od razu spać. Przed godziną 21:00 byliśmy już bez dziecka. W nocy przebudzała się dość często. Gorączka dokuczała. Dostała paracetamol i żel na dziąsła w odstępach czasowych, żeby nie wszystko na raz. Biedna się nie wyspała :( Ja zresztą też nie, ale nie narzekam. Mężu zrobił kawkę i jakoś funkcjonowałam. W sobotę gorączka nie chciała zejść poniżej 38 stopni. Mała nie była sobą. Trochę marudna, jeść zbytnio nie chciała, tylko mleko piła co jakiś czas. Zabawki tez średnio ją interesowały. Nawet ulubiona bajka nie przykuła jej uwagi. Siedziała prawie cały czas u mnie na kolanach. Nawet posprzatać nie miałam jak więc zrzuciłam obowiązki domowe na męża :) Podczas, gdy on sprzątał dziecię nasze ucięło sobie półgodzinną drzemkę na mamusi. Po przebudzeniu troszkę się pobawiła, dostała paracetamol i znów do mnie na ręce wróciła. W odstępie mniej więcej godziny znów sen ją zmógł. Tym razem spała ponad 2 i pół godziny! Normalnie szok  :-o Po przebudzeniu zmierzyłam jej gorączkę. Znów poszła w góre :( Tym razem dałam jej żel na dziąsła. Po nim nawet się pobawiła i pogadała :)

W międzyczasie tata dostał wychodne z kolegami na piwo ;-) Powiedział że wróci przed 22:00. Ta, jasne. Musiałabym ich nie znać. Męskie wyjścia szybko się nie kończą ;-)

My zostałyśmy same. Pobawiłyśmy się, obejrzałyśmy bajkę, o 20:00 wykąpałam ją, dałam mleko i było po Pyzie. Niestety z gorączką miała niespokojny sen. Co chwila sie przebudzała. Żeby wziąść prysznic zabrałam ze sobą do łazienki kamerkę co by mieć ją na oku. Jeszcze nigdy nie miałam tak szybkiego prysznica. Z zegarkiem na reku – 3 minuty :) Mój rekord ;-) Po prysznicu stwierdziłam, że nie ma co siedzieć na dole samemu więc powyłączałam wszystko, zamknęłam drzwi, nakarmiłam futra i poszłam na górę do sypialni się położyć. Włączyłam sobie telewizor i przeglądałam stronki na telefonie. Po północy musiałam dać dziecku żel na dziąsła, a po 1 w nocy wylądowała u nas w lóżku. Tak mi jej szkoda było, strasznie się męczyła. Było widać, że chce spać, ale nie mogła znaleść sobie miejsca i kręciła sie po łóżku. Mężu zrobił jej mleko. Napiła się trochę i przysnęła. Około 3 nad ranem obudziła się z płaczem. Zmierzyłam jej gorączkę. Miała prawie 40 stopni! Dostała paracetamol, przytuliła się do taty i troszkę się uspokoiła. Była strasznie rozgrzana, aż parzyła :( Mąż chciał dać jej kolejną dawkę paracetamolu, ale mu zabroniłam. Zeszłam do kuchni, zrobiłam herbatę i dałam jej się napić. Dossała się do butli i na raz wypiła prawie 100 ml. Pić jej się chciało od tej gorączki. Ściągnęłam jej pajacyka do spania, zostawiając w samym bodziaku i dopiero jak to zrobiłam to udało jej się usnąć. Co prawda wędrowała po nas, ale spała. Raz miała głowę na mężu, a nogi na mnie, następnie jej głowa była przy moim brzuchu, a nogi przy twarzy męża ;-) Nocka dla mnie była praktycznie nie przespana. Czuwałam nad nią by w razie czego zapakować ją w samochód i jechałabym do szpitala gdyby naszła taka potrzeba. Na szczeście obyło się bez nocnej jazdy.

W niedzielę było ciut lepiej. Więcej się bawiła. Poszliśmy nawet na spacer :) Przespała się w wózku i zjadła 2 chrupki kukurydziane, przetarte owoce i jogurciki :) Gorączka spadła, ale nadal utrzymywała się w granicach 38 stopni. Zastanawiałam się czy dać ją w poniedziałek do niani, ale zapakowałam paracetamol i żel na dziąsła do jej torby. Niania wie jak radzić sobie z ząbkującymi dziećmi. Ma doświadczenie. W poniedziałek u niani pobawiła się trochę z dziećmi, a później pospała prawie 2 godziny. Była grzeczna choć bez apetytu. We wtorek było podobnie. Z tym, że spała ponad 2 i pół godziny i Kelly musiała ją obudzić, bo mąż po nią przyjechał.

Z wtorku na środę przespała całą nockę :) Raz do niej wstałam by dać smoczka, to chyba było po 2 nad ranem. Około 9 rano znów szukała smoka, dałam jej go i dalej spała. Obudziła się o 10:40 :) Słyszałam jak rozmawia w swoim własnym języku, ale nie wchodziłam do niej do pokoju. W tym czasie przyszykowałam się do pracy :) Jak usłyszałam, że zaczyna coś kwilić, to weszłam, a ona obdarowała mnie swoim uśmiechem :) Jeszcze zaspana, ale uwielbiam ją taką z rana :) Oporządziłam ją, nakarmiłam i zeszłyśmy na dół do salonu. Miała czas na zabawę, a ja żeby zjeść śniadanie :) Po 12:00 spakowałam jej torbę, ubrałam i zawiozłam do niani, a sama pojechalłam do pracy.

Dziś było podobnie. Przespała całą noc i obudziła się o 10:00. Chyba odsypia te 3 nieprzespane nocki. Nadal nie ma zbytnio apetytu, ale ważne że mleko je no i od czasu do czasu coś innego skonsumuje.

P.S. Mąż zlądował do domu przed 1 w nocy ;-)

Mamy tropiki

Mentalność Anglików jest taka, że lubią sobie pomarudzić. Jak jest gorąco to narzekają, że się rozpływają. Jak jest chłodno/zimno to znów że przydałoby się więcej słońca. No nie dogodzisz. Ja tam się cieszę z takiej pogody. Lubię jak jest ciepło i słonecznie :)

Wczoraj w nocy u Pyzy w pokoju (przy otwartym oknie cały dzień)  było 28 stopni! Spała tylko w bodziaku na krótki rękaw. Przykryłam jej nóżki kocykiem z dziurkami, ale go skopała. Okno miała otworzone przez calusieńka noc, a temperatura rano spadła tylko o 1 stopień. Dziś do pokoju wstawię jej wiatrak.

Mężu u nas w sypialni otworzył okna na oścież bo też było gorąco, a ja i tak spałam pod kołdrą :) Nie usnę inaczej. No dobra usnę, ale bym się męczyła, a po co? On spał pod kocem, tzn. nerki miał tylko przykryte bo inaczej dziś by narzekał że go bolą.

A me kocie korzystając z okazji, że okno otwarte to polazł na łajzy. Musiał wyskoczyć jak spaliśmy, bo jak wstałam ok. 3 nad ranem by dać smoka mej latorośli to już go nie było na górze. Od nas z sypialni (od ulicy strony) zeskakuje na dach ganku, później na murowany płot i chyc już jest na ziemi. Na szczęście nic mu się nie stało. Wrócił do domu od strony ogrodu. Za ogrodem jest plac, coś na styl łąki więc jest bezpiecznie. Rano mąż otworzył mu drzwi. Dzisiejszej nocy okna będą odszczelnione i włączymy wiatrak żeby łajza została w domu.

Taka pogoda ma się utrzymać jeszcze przez kolejny tydzień, a później się okaże czy będzie dalej słońce czy lato się skończy ;-) Narazie cieszę się słoneczkiem :)