Wizyta teściów

W sobotę mąż pojechał odebrać swoich rodziców z lotniska. Zostają na 10 dni, później razem lecimy do Polski, gdyż 10 czerwca mój chrześniak ma komunię.

Mężu kupił bilety z miesiąc temu. Namarudzili się co niemiara, głównie teściu, ale w końcu przylecieli. Babcia wygłupia się z wnuczką, rozśmiesza, opowiada historyjki, bawi, przewija, a dziadek tylko siedzi i mówi/wydaje polecenia co kto ma robić, ogląda telewizję (swoje seriale – a spróbuj przełączyć to zaraz się obraża) i marudzi, bo dzień bez marudzenia to dzień stracony. Każdy powód jest dobry by pomarudzić, a to że obiad jeszcze nie gotowy, a to że koty są i futro lata (szczerze to nie wiem gdzie on to futro widzi, bo zamiata się codziennie i według mnie jest czysto), jak długo ma czekać na kawę i śniadanie, a tak w ogóle to dlaczego nie czytamy w jego myślach, bo byłoby prościej! Mój teść ma bardzo ciężki charakter, wszystko musi być tak jak on chce i każdy ma jego słuchać, ale niestety my się nie dajemy i wychodzą spięcia. Teściowa zawsze łagodzi sytuację, bo można oszaleć. Jakoś to przetrzymamy.

Co do komunii, to z mężem nie możemy się dogadać ile należy włożyć do koperty. Trzy lata temu mój pierwszy chrześniak (syn siostry) miał komunię i dałam mu £100, chciałam dać więcej, ale mąż powiedział że tyle wystarczy. Teraz drugi chrześniak (bratanek męża) będzie mieć komunię i mąż chce mu dać £200 na co ja się nie zgadzam. Powiedziałam mu, ja nie faworyzuję dzieci. Jeden dostał stówę to i drugi tyle dostanie. Na co mąż odpowiedział, że jestem chrzestną i powinnam dać więcej bo wyjdę na sknerę. Aż się we mnie zagotowało!  :evil: Dlaczego tak nie mówił 3 lata temu? Wyperswaduję mu to z głowy. Dzieci traktujemy tak samo, a to co ktoś o mnie myśli, to za przeproszeniem, koło dupy mi lata!

Mały buntownik

Coraz częściej nas testuje. Nauczyła się piszczeć (u niani) i teraz jak coś się jej nie spodoba to zaraz jest pisk, albo jak się bawi to przy tym piszczy aż uszy bolą. Najczęściej jednak piszczy gdy się jej czegoś zabroni bądź jak coś idzie nie po jej myśli. Od około tygodnia codziennie mam wymuszony płacz i pisk po kąpieli. Uwielbia się kąpać, ale wycierać i ubierać to już niekoniecznie. Także po takim rytuale głowa mi pęka! Moja mama mówi żebym ją przytuliła to się uspokoi, a guzik prawda. Próbowałam i nic. Ja to pozwalam jej się wypiszczeć i wypłakać, taką ze mnie wredna matka. ;-)

Wymuszanie czegoś płaczem lub piskiem nigdy nie robiło i nie robi na mnie wrażenia ku zdziwieniu mojej córki ;-) Moi siostrzeńcy oraz męża bratanica i bratanek też też się nauczyli, że nic takim zachowaniem nie wskuraja :-D Za to jak coś powiem to od razu jest to zrobione :) Jeszcze tylko moje musi się tego nauczyć.

Powoli zaczyna kumać, że nie ze mną te numery, ale męża testuje na maxa :) A tata tylko mówi: „Pyza nie piszcz; Pyza przestań bo głowa boli; Pyza masz i bądź już cicho” ;-) Albo żeby mieć chwilę ciszy to bierze ją na ręce, robi samolot, przewraca do góry nogami – ta ma zacieszkę, a matka zawał serca! Po takich charcach i tak Pyza przychodzi do mnie się potulać :)

Ciekawe jak długo będzie jeszcze wypróbowywać swoje sztuczki? Chyba zainwestuję w stopery do uszu, albo ogłuchnę ;-)

To nie moje dziecko

Dawno mnie tu nie było, ale to dlatego że nie mam czasu. On już nie pędzi, on gna! Wstaję rano i nim się obejrzę już kładę się spać. I tak w kółko. Zdecydowanie powrót do pracy ukradł trochę mojego czasu. Mniej szydełkuję, czasu dla siebie mam o tyle o ile biorę prysznic lub korzystam z toalety ;-) A tak to siedzę z Pyzą i się bawimy. Znaczy o ile ona usiedzi w miejscu dłużej niż minutę ;-) W domu mam mini formułę 1. Zasuwa na czterech jak torpeda. Koty uciekają lub siadają na wysokościach żeby przypadkiem ich nie dotknęła ;-) Ma coraz więcej siły. Zaczyna się podnosić. Śmiesznie to wygląda ja próbuje stanąć na dwóch nogach, ale jeszcze się nie udaje bo tyłek z pampersem przyciężki hihi. Jak ją przytrzymam to ładnie stoi na nóżkach i chce stawiać kroki :)

Teraz coraz częściej jest „mama” wypowiadane :) Mama lekiem na całe zło. Gdy jej smutno, gdy jej źle to do mamy tula się :) Ale mi się zrymowało ;-) A że od zeszłej środy coś jej dolega to cały czas przy/na mnie jest. Z początku to były wzdęcia, mąż kupił Infacol i jej ulżyło. Puszczała gazy, brzuszek znów miękki się zrobił, ładnie się w dzień bawiła, ale w nocy znów budziła się z płaczem. Czasem ani ja, ani mąż nie mogliśmy jej uspokoić. Trzeba zapalić światło i ją posadzić, wtedy otwiera oczy i sama się uspokaja, ale jednocześnie rozbudza. Nie wiem co jej się stało. Przecież ładnie przesypiała nocki, albo obudziła się na pogaduchy z maskotkami i dalej szła spać. A teraz coś się jej poprzestawiało. Budzi się z płaczem, albo krzyczy/piszczy przez sen. Przez co ląduje u nas w łóżku. Inaczej moglibyśmy zapomnieć co to sen, a tak to chociaż parę godzin się prześpimy. Normalnie dziecko mi podmienili. Moje dziecko było pogodną, roześmianą, przesypiającą nocki dziewczynką. Teraz mam rozwrzeszczaną, smutną, ponurą kopię mojego dziecka. Już wczoraj do niej mówiłam by zwróciła mi moją córeczkę bo się za nią stęskniłam, ale się nie posłuchała. Naprawdę nie wiem co jej może dolegać :( Chciałabym jej pomóc, ale nie wiem jak :( Byliśmy nawet dzis u lekarza, który zbadał ją, osłuchał, sprawdził uszy, wymasował brzuszek i powiedział, że mam ładne i zdrowe dziecko. Cieszę się, że chociaż ze strony medycznej jest z nia wszystko wporządku. Powiedział żeby ją obserwować i jak coś to znów przyjść. Także musimy się przemęczyć, i my i Pyza :( Może jest to skok rozwojowy, może zęby. Cokolwiek to jest to trzeba to przeczekać. Mam tylko nadzieję iż szybko to jej minie i odzyskam swoją roześmianą Pyzuchę, bo serce się kraje jak ona tak płacze, a ja jestem bezsilna  :cry: