Tydzień z dziadkami i ich mały trening przez wnuczkę

Pyza owineła sobie dziadków wokół najmniejszego paluszka u stopy ;-) Ledwo nim poruszy, a oni już są przy niej lub na jej skinienie (jak kto woli).

Zaczęło się w sobotę jak przylecieli. Najpierw powoli i nieśmiało przekraczała granice i patrzyła na ile może sobie pozwolić. Później coraz odważniej stawiała na swoim :) A dziadki wniebowzięci i zakochani we wnuczce pozwalają na wszystko. Podejrzewam że nawet morderstwo uszło by jej płazem! Wystarczy że popatrzy się na nich swoimi dużymi niebieskimi oczkami, uśmiechnie się pokazując 2 białe ząbki i już ich ma w sidłach :) Muszę przyznać, że cwane to moje dziecko.

W niedzielę pojechaliśmy do ZOO. Pogoda była idealna więc szkoda było siedzieć w domu. Raz babcia, raz dziadzio prowadzili wózek z Pyzą,  a jak miała dość siedzenia to brali ją na ręce i tak sobie spacerowali. Prawie cały dzień tam spędziliśmy. Dziecko 2 razy sobie usnęło na świeżym powietrzu, a po powrocie do domu mąż zrobił grilla :) Na trawie rozłożyłam koc, dałam zabawki i córcia się bawiła. Po całym dniu spędzonym na powietrzu, szybko mi padła i spała całą noc :-D

W poniedziałek i wtorek poszła na 4 godziny do niani, więc rodzice mogli trochę odetchnąć i pospacerować po okolicy w tym czasie. Połazili trochę po centrum, sklepach, ryneczku. Poszli do polskiego sklepu bo tatko zapomniał powiedzieć by kupić kiełbasę. Kupili my szynkę, ale jak on nie weźmie pajdy chleba i kiełbachy w łapy wieczorem to tak jakby nic nie jadł i dzień jest nie zaliczony ;-) Po czym wrócili do domu,  mamcia ugotowała obiad. W międzyczasie mąż przywiózł Pyzę i mogli się nią zajmować. Resztę tygodnia Pyza spędziła z dziadkami. Chodzili na spacerki, bawili się. Dziecko me pokazywało dziadkom co lubi, a czego nie. Trenowała ich w zakresie zabawy, jedzenia i drzemki. Napęd 4×4 działa bez zastrzeżeń ;-) Dziecko trzyma dziadków w ciągłym ruchu lub się wymieniają gdy chcą odpocząć. Ja ją dostaję tylko by położyć spać. Babcia raz próbowała, ale Pyza myślała że to zabawa i chyba godzinę babcię trzymała u siebie w pokoju zanim usnęła  :lol:

Święta minęły nam bardzo szybko. Mąż z tatkiem i Pyzą poszli święcić jedzonko, a my z mamuśką pichciłyśmy w kuchni. Dużo żarełka nie robiłyśmy, bo później szkoda by było wyrzucić. To i tak tylko dla 4 osób. Także troszkę sałatki, krokietów z serem i pieczarkami (i szynką dla mięsożerców), kilka gołąbków no i oczywiście jajca, bo to święta jajeczne jak to mamuśka mówi. W niedzielę poszliśmy do kościoła, spacerkiem przez lasek to około 25 minut. Pyza przespała całą drogę i mszę. Pod koniec mszy deszcz zaczął padać więc ewakuowaliśmy się do domu. W wózku córcia się wyspała to w domu dokazywała :) Szalała z dziadkami na podłodze wśród zabawek :) Padła nam w miarę szybko. Około 20:00 babcia ją wykapała, dostała kaszę, chwilkę się jeszcze pobawiła i trzeba było ją eksmitować do jej pokoju. Dostała butlę ciepłego mleka i po dziecku. A my siedzieliśmy do prawie 2 w nocy, sączyliśmy drinki i oglądaliśmy kabarety. Mojego męża ulubiony kabaret to pieczenie ciasta z Cezarym Pazurą. Sprawdza on jakość whiskey ;-) Było wesoło.

W poniedziałek poszliśmy na półtoragodzinny spacer z Pyzą i rodzicami. Wzieliśmy ich do parczku i nad kanałek gdzie pływają barki, po drodze nakarmiłam kaczuchy :) Pyzolina spała więc przegapiła karmienie. Rodzicom się tu podoba. W naszym miasteczku mamy bardzo dużo zieleni. Oni lubią z wnuczką chodzić do Campbell Parku niedaleko nas. Chyba 10-15 minut spacerkiem. Widoki z tamtąd piękne. Zwłaszcza jak wejdzie się na górkę to panorama miasta i pobliskich wiosek jest rewelacyjna. Też lubię tam spacerować. Jak Pyza opanuje chodzenie w pionie to będzie tam miała pole do popisu ;-)

Wczoraj daliśmy ją do niani. Jak tylko zobaczyła Kelly to posłała jej szczery uśmiech. Nawet „papa” mi nie zrobiła bo chciała iść do koleżanek bawić się ;-) Po powrocie do domu rodzice wzięli ją na spacer żeby się zdrzemnęła gdyż u niani nie spała, tak była zafascynowana zabawą. Jak wróciłam z pracy to córcia została pod opieką taty, a ja z rodzicami pojechałam do sklepu. Kupiłam Pyzie śliniaki, prześcieradła do łóżeczka i kocyk z izolacją od spodu co by w tyłek było ciepło. Śliniaków to ona ma pełno, od i ciut ciut, ale że ślini się okropnie to co chwilę muszę jej zmieniać, a pranie jej rzeczy to puszczam co najmniej 3 razy w tygodniu. Jako odkurzacz to córa jest rewelacyjna, czyści podłogę i wszystkie kąty ;-) Za to pralka pracuje na najwyższych obrotach. Mama kupiła sobie chusteczki do demakijażu z L’Oréala, 2 paczki za £3.99. Patrzyła się też na kremy do twarzy w jakiej są cenie (tak na przyszłość). Po zakupach pojechaliśmy jeszcze odebrać bransoletkę Pandory :) Zaszalałam i kupiłam sobie,  a co mnie też się coś należy :-D £20 za oryginalną bransoletkę to niedużo, a jest delikatna i pasuje do wszystkiego :) Mężowi nie powiedziałam, choć też jej nie schowałam. Postawiłam na widoku i nawet jej nie zauważył!  A to ja niby ta ślepa jestem, bo mam okulary. To jak nie zauważył, to ja mówić nie będę :) Pyza wczoraj szalała z babcią do prawie 11 w nocy! Wymęczyła totalnie. Jak zobaczyłam, że z Pyzy robi się pijany zając to dziadzio przebrał pampersa, a ja w międzyczasie włączyłam inhalację u niej w pokoju i zrobiłam mleko. Przed podaniem mlesia odciągneliśmy wraz z mężem jej noska, bo miała zatkanego. Dostała butlę i po chwili już spała :)

Dziś dzień spędziła z dziadkami. Niech się jeszcze nią nacieszą gdyż w niedzielę mają lot powrotny do domu. Będziemy tęsknić.

Odwiedziny dziadków

Nie wiem czy wspominałam o tym, a jak nie to się powtórzę :) Z siostrą złożyłyśmy się i zamówiłyśmy bilety lotnicze dla naszych rodziców żeby odwiedzili wnuczkę :) Widzieli ją w grudniu jak miała 4 miesiące. Gdybyśmy tego Noe zrobiły to zobaczyliby ją dopiero w czerwcu,  jak przylecimy do Polski na komunię mojego chrześniaka, a tak to nie mieli wyjścia i musieli przylecieć :-D W sobotę mąż po nich pojechał na lotnisko. Zostają na 2 tygodnie. Będą mogli nacieszyć się wnuczką aż będą mieli jej dość ;-) Pyza wymęczy ich do granic możliwości, haha

W zeszły czwartek dziecię me skończyło 8 miesięcy i zaczęła raczkować :) Tak nieśmiało to 2 dni wcześniej stawiała pierwsze kroki na czterech. Oczywiście mąż tego nie zauważył, a ja mu nic nie powiedziałam. Chciałam zobaczyć kiedy się zorientuje, ale że to facet to zajęło mu to aż 2 dni ;-) W środę wieczorem mówi do mnie żebym zobaczyła jak Pyza załącza napęd 4 x 4, odpowiedziałam mu, że refleks to on ma trochę opóźniony bo ona uaktywniła go już 2 dni temu ;-) Do tej pory to na tyłku podskakując się przemieszczała, a teraz raczkuje. Nic jej teraz nie zatrzyma ;-) Biedne koty będą się przed nią chować, uciekać i wskakiwać na wysokości byleby być jak najdalej i najwyżej od Pyzuchy :-D

_20170412_145817

 

Pyza w akcji ;-)

Niedzielna niespodziewajka

Wczoraj stał się jakiś cud czy cuś, nie wiem jak to nazwać. Mój mąż prywatny i osobisty, ojciec mego dziecka, wstał rano do Pyzy przebrać jej pampersiaka i dać butlę ciepłego mlesia :) Tak sam z siebie! Normalnie to muszę go z łokcia potraktować żeby ruszyl swe wielmożne 4 litery z łóżka, a wczoraj nic. Pewnie jakbym stała to szczękę z podłogi musiałabym zbierać ;-) W weekendy poranki należą ogólnie do męża, cobym mogła trochę poleżeć :) To on przebiera bombę radioaktywną (czyt. pieluchę) i karmi głodne dziecię. Zazwyczaj muszę mu pomóc wstać kuśtańcem w bok lub plecy (zależy jak śpi ;-) ), a wczoraj mnie zaskoczył. Chyba wjechałam mu na ambicję ;-)

Jak zwykle w sobotę posiedzieliśmy dłużej, oglądaliśmy filmy, napiliśmy się drinka i porozmawialiśmy. Gdy stwierdził iż pora kłaść się spać to mu odpowiedziałam, że i tak w nocy do dziecka nie wstaje, a rano też ciężko mu się z niego zwlec, a jak już to zrobi to popołudniu idzie na drzemkę. No i chyba go to ruszyło ;-)

Nie narzekam, skądże znowu. Oby częściej mnie tak zaskakiwał :)