Mombie

mombie

 

To dzisiaj ja. Prawie jak zombie, ale z dodatkiem mamy, niewyspanej. Jak poznać, że ma się do czynienia/spotkania/rozmawiania z mombie? Otóż mombie ma ciemne „worki” pod oczami, szuka kofeiny, odpowiada pólsłówkami że złością w głosie, chodzi bez potrzeby i zapomina co ma zrobić.

Mam dzisiaj jakiś kryzys. Pierwszy odkąd córę wyciągnęli z brzucha. Od dwóch nocy dziecię me urządza sobie nocne pogawędki z maskotkami. Budzi się o nieprzyzwoitych godzinach, takich jak np 2 w nocy i nadaje do 3, po czym zasypia wygięta w pół i znów robi pobudkę około 4 na półtoragodzinne pogaduszki. Rozmowa z pluszakami (bądź ze samą sobą) jest wyczerpująca więc po niej następuje zasłużona drzemka, około dwugodzinna (przy dobrych wiatrach ma się rozumieć). Po wyczerpujących konwersacjach i drzemce pusty, burczący brzuszek budzi na żarełko. Trzeba zwlec swoje 4 litery z ciepłego wyrka i nakarmić rozwrzeszczane dziecię. Syrena się nie wyłączy dopóty dopóki butla z ciepłym mlesiem nie wyląduje w Pyzowym otworze gębowym! Jak się uda to po karmieniu Pyza jeszcze się kimnie tak z godzinkę lub dwie, a jak nie to przebieramy pampersa, odkładamy Pyzę do łóżeczka i dajemy jej zabawki. Ona nawija coś po swojemu i się bawi, a ja ląduję choć na chwilę w łóżku z kamerką żeby widzieć co ona tam kombinuje ;-) Głos jest wyłączony bo i tak ją słychać. Nie zdziwiłabym się gdyby sąsiedzi też ją słyszeli.

Gdy tylko dojeżdżam do pracy to pierwsze co robię to KAWĘ żeby jako tako funkcjonować. Gorzka czekolada pod ręką musi być na osłodzenie dnia ;-)

I co z tego, że jestem niewyspana i wkurzona, ale jak tylko wrócę z pracy Pyza się uśmiechnie, pokaże te swoje 2 białe kiełusie, wyciągnie do mnie pulchne łapki to wszystko gdzieś mija w otchłani ;-) Wtedy tulimy się, pieściochamy i ślemy buziaczki, a radocha jest na całego :)

Pomimo wszystko mam nadzieję, że tej nocy da pospać, bo inaczej to kawę poproszę dożylnie, szybciej zadziała :-D

Mamy pierwszego ząbka!

Jest, przebił się! Pierwszy ząbek Pyzy :) 7 miesięcy i 2 dni – pierwsza jedynka po lewej stronie ;-) Ostra jak brzytwa ;-) 8 marca córa zrobiła mamie prezent na dzień kobiet ;-)

W sobotę wieczorem Pyza dostała 38 stopni gorączki. Dałam jej paracetamol i usnęła na mnie w pozycji na okrak. Mąż zaniósł ją do łóżeczka z nadzieją że będzie spać do rana, a tu figa!  Obudziła się po pół godzinie i zaczęła dokazywać do północy bo gorączka zeszła. Później zmieniłam jej pampersa, dostała butlę i poszła spać. Po 2 w nocy pobudka z płaczem :( Gorączka wróciła :( Na rękach spała, gdy ją odkładałam do łóżeczka płacz. Mąż mnie zmienił około 3 w nocy, ale poddał się po paru minutach i Pyzucha wylądowała z nami w łóżku. Uspokajała się gdy trzymała mnie za palca, płakała przez sen. Co 10-15 przebudzała się z płaczem. Po 3 nad ranem znów dałam jej paracetamol. Nie chciała nic jeść ani pić. Gorączka ją męczyła. Ja nic nie spałam, mężu coś tam się zdrzemnął. Dopiero po 8 rano gdy ją przebrałam, zjadła trochę mleka to usnęła nieprzerwanie na 2 godziny. W tym czasie my z mężem też sobie przysneliśmy. W niedzielę dostała jeszcze raz łyżeczkę paracetamolu, ale było o wiele lepiej niż w nocy. Trochę się martwiłam jak zniesie kolejną noc, ale spała już u siebie. Parę razy wstałam do niej, dałam smoka, przyłożyłam dłoń do twarzy, uspokoiła się i dalej szła spać.

Spanie z dzieckiem to nie spanie. Nikt się nie wysypia prócz dziecka. Pyza, odkąd wróciliśmy że szpitala, spała w swoim łóżeczku u siebie w pokoju. Uważam że łóżko w którym śpię należy do mnie i do męża, dziecko ma swoje. Wolę wstać do niej w nocy niż ją przyzwyczaić do spania razem z nami, a później odzwyczajać. Jeśli ktoś lubi spać ze swoją pociechą, proszę bardzo jego wybór. Nie neguję. My stwierdziliśmy, iż nie będziemy spać z dzieckiem, zwłaszcza że mężu skacze po wyrku ;-) On śpi na brzuchu i zajmuje 3/4 łóżka, a łóżko mamy duże, na reszcie łóżka zwinięta w kłębek śpię ja i Sonia :) Czasem Mruczek się wciśnie ;-) Także nie ma miejsca na spanie z dzieckiem.

To weekendowe samopoczucie Pyzy zwiastowało wyjście pierwszego zęba :)

Od wczoraj córa kaszle i ma katar. W nocy znów wędrowałam do niej do pokoju. Mąż chciał ją znów do nas wziąść, ale jakoś udało mi się ją uspokoić i uśpić. Włączyłam jej inhalator w pokoju żeby lżej jej się oddychało. Zadziałał :) A dziś rano zobaczyłam drugą białą kropkę ;-) Druga jedynka się przebija :)

_20170310_175652

Buźka blogowe ciocie :)

Teraz musimy przetrwać ząbkowanie. Poproszę o niekończące się zasoby cierpliwości ;-)

Powrót do pracy

Doba jakoś mi się skróciła. Ma mniej godzin niż jak siedziałam z Pyzą w domu. Teraz przydałyby się dodatkowe godziny bo się nie wyrabiam.

Dzień zaczyna się od pobudki Pyzy, kiedy to dziecię me otwiera oczy i zaczyna po swojemu nadawać ;-) Wtedy przebieramy pampersa, dostaje butlę i na chwilę wraca do łóżeczka wypełnionego zabawkami bym mogła umyć i wysterylizować jej butelki. Potem zabieram ją do siebie do sypialni, włączam bajkę, daję zabawki a sama szykuję się do pracy. W międzyczasie próbuję zjeść śniadanie i zabawiam moją marudę, kiedy ma zły dzień. Raz to nawet wzięłam ją ze sobą do łazienki. Posadziłam w wannie, dałam hipcia (termometr do wody) i w miarę na spokojnie mogłam zrobić makijaż ;-) Następnie szykuję Pyzę do niańki. Ubieram, zabawiam, daję ciuszki na przebranie do torby, butelki, mleko, pampersy, chusteczki nawilżające, krem itp itd. Pakuję ja do fotelika i do samochodu. Po drodze do pracy, odstawiam ją do niani – chwilka na pogaduchy i sama jadę zarabiać pieniądze na mleko i pampersy ;-)

5 godzin w miarę szybko mija. Po powrocie do domu wszyscy są stęsknieni za mną ;-) Koty bo głodne,  mężu w sumie też, a Pyza bo chce się tulać :) A ja zanim usiądę na tyłek to już czas do spania! Najpierw trzeba głodnych nakarmić, wykąpać małą, później siebie, coś zjeść, wysterylizować butelki na noc, przyszykować mleko, zrobić / rozwiesić pranie, nakarmić dziecko, położyć spać i wtedy mogę usiąść na tyłek. Ale że przeważnie jest godzina 23:00 lub 23:30 to karmię sierściuchy o idę od razu do łóżka :)