Ostatni tydzień razem

W poniedziałek niania napisała mi wiadomość, że w zeszłym tygodniu miała grypę i w tym tygodniu bierze parę dni wolnego żeby całkowicie wyzdrowieć. Zapytała się czy Pyza mogłaby zacząć do niej przychodzić od przyszłego poniedziałku bo nie chciałaby jej zarazić. Zgodziłam się od razu :) Zawsze to dłużej ze mną posiedzi ;-) Powygłupiamy się, pobawimy i pośmiejemy :)

Pogoda nie dopisuje niestety :( Szaro, buro i ponuro. Od wczoraj wieczorem to takie wiatry hulają, normalnie gorzej niż halny w górach! Nad ranem to myślałam, że wszystkie okna nam polecą. Do tego tak lało jakby było oberwanie chmury albo grad. Tylko nasluchiwałam czy te hałasy za oknem obudzą Pyzę, ale ona spała w najlepsze :) Tak samo jak jej tata i Mruczasty, bo Sonia stwierdziła, że trzeba zrobić porządki w kuwecie, pobiegać po całym domu i podrapać gazetę! Cicho to ona nie była. Takie to małe, a tyle hałasu potrafi zrobić ;-) No ale nadmiar energii z niej w końcu zszedł i poszła spać :)

Pyza obudziła się o 9:32 :) Całą noc znów przespała. Ostatnie dwie nocki budziła się o 4-5 nad ranem, dostała butlę ciepłego mleka i dalej szła spać. Podejrzewam iż śpiworek w którym spała nie był ciepły, bo to wiosenny bardziej niż zimowy, i dlatego tak wcześnie budziła się. Wczoraj założyłam jej grubszy i ładnie spała.

Miałam wziąść ją na spacer i przy okazji wstąpić do polskiego sklepu po pączki, ale jak zobaczyłam co się dzieje na dworze to zrezygnowałam. Psa na taką pogodę się nie wypuszcza a co dopiero z dzieckiem wyjść. Wiatr jest tak silny, że gałęzie łamie! Ale że dziś tłusty czwartek i wypadałoby zjeść pączka to ubrałam Pyzę ciepło, zapakowałam w fotelik i do samochodu :) Pojechały my sobie po pączusie :-D Bałam się o Pyzę, bo przy jeździe powyżej 40 mil na godzinę (około 64 km) samochodem rzucało na wszystkie strony. Jechałam ostrożnie jak tylko mogłam, wioząc ze sobą najcenniejszy skarb i pozwalając się wyprzedzać. Na spokojnie dojechałyśmy do sklepu. Kupiłam pączki z serem, nadzieniem różanym, powidłami śliwkowymi i adwokatem :-D Pyzie wzięłam deserki owocowe na bazie kaszy mannej, kaszę manną z owocami i biszkoptami oraz dwa gotowe słoiczki na obiad (indyk z warzywami i indyk z ryżem). Zobaczymy czy zje. Zupki jak ugotuję to wcina aż się uszy trzęsą, tylko buzię otwiera żeby jeszcze dać :) Nie wiem czy będzie chciała obiadek ze słoiczka zjeść. Po powrocie do domu dałyśmy parę pączków tacie, ja zjadłam dwa i Pyzie dałam spróbować :) Dobrze że te pączki są duże bo inaczej całego by do buzi wepchała ;-) Mieliśmy z niej ubaw :lol: Wyglądała jak szczeniaczek ;-)

Jeszcze trochę pączków się ostało :)
IMG_20170223_150832_250

A teraz sobie siedzimy i oglądamy „101 Dalmatyńczyków” :)

Opiekunka do dziecka – Niania

Od listopada zeszłego roku szukałam niańki. W mojej okolicy to wszystkie miejsca były zajęte. Ciężko też było im powiedzieć czy zwolni się miejsce gdy ja akurat będę szła do pracy. Widziałam się z dwoma opiekunkami. Pierwsza bardzo miła, nawet mi się spodobała. Jedyny minus to że mieszka kawałek od nas i trzebaby było Pyzę zawozić. Druga opiekunka też przypadła mi do gustu, bawiła się z Pyzą, a ta śmiała się w głos :) Chyba się jej spodobała ;-) No i mieszka niedaleko, spacerkiem niecałe 10 minut. Zdecydowaliśmy się na tą drugą. Ma podejście do dzieci.

Jakby mi się coś nie podobało to mogę zadzwonić do urzędu miasta i ją sprawdzą. Każda opiekunka musi być zarejestrowana, jest sprawdzana co jakiś czas i każdy ma wgląd do raportu w biurze lub na stronie internetowej miasta.

Także tego, od poniedziałku Pyza idzie po raz pierwszy do niani! Będzie chodziła od poniedziałku do piątku, od godziny 12:30 do 16:30. Matka osiwieje przez ten czas! Aż dziwne będzie nie mieć jej przy sobie. No ale jak mus to mus. Macierzyńskie się skończyło i pora szukać pracy. Dziadki się smucą, bo ona jeszcze taka mała i już do niańki ją posyłamy. Teściu powiedział żebym jeszcze w domu z nią została. A jak my zaproponowaliśmy by oni do nas przylecieli i z wnuczką posiedzieli to zaraz zaczęli się wykręcać, że nie bo coś tam coś tam. Jak nie to nie, Pyza idzie do niańki i już. A jak jeszcze raz mi wspomną żebym jej nie dawała to tak zripostuję, że aż im w pięty pójdzie. Przylecieć nie chcą, a do mówienia co mamy robić to pierwsi. Ja się na to nie godzę i cieszę się, że mężu podziela moje zdanie :)

Ps. Pyza zaliczyła pierwszą śliwę. Była pod opieką taty. Siedziała w łóżeczku i próbowała dosięgnąć zabawkę, balans jeszcze nie ten i przydzwoniła główką w szczebelek. Płacz i zgrzytanie dziąseł, tata z poczuciem winy przepraszał, że nie złapał w porę i całuje Pyzuchę, która szlochała i smarkała mu w ramię. Na szczęście głowa twarda i tylko malutki siniak się pokazał, ale już po nim nawet śladu ni ma.

6 miesiecy, kiedy to minęło?

Wczoraj moja Pyza skończyła 6 miesięcy! Czas gna jak opętany! Przecież jeszcze niedawno taka malenka była, taka kruszynka, delikatne to to było, trzeba było obchodzić się jak z jajkiem, a teraz Kluska taka się zrobiła ;-)

Co chwila nabywa nowe umiejętności :) Potrafi siedzieć (jeszcze się troszkę kołysze na strony, ale siedzi). Z pozycji leżącej ciężko jest jej się podnieść, ale z półsiedzącej to już opanowała jak tu samej usiąść ;-) Potrafi z pozycji siedzącej przekręcić się na brzuch :) Jak położy się ją na matę edukacyjną to chce uciekać, co prawda bokiem i do tyłu, ale przemieszcza się ;-) Próbuje pełzać, jak narazie z marnym skutkiem, bo jej jeszcze nie wychodzi i włącza swą syrenę żeby pomóc lub posadzić, ale próbuje :) Odnalazła swój głos. Potrafi się rozedrzeć, podejrzewam iż sąsiedzi parę domów dalej ją słyszą ;-) A i nauczyła się piszczeć! :-?  Siedzi sobie grzecznie i się bawi, ojciec gra, ja czytam bądź dziergam, a ta jak nie piśnie – toż to można dostać ataku serca! Parę razy to aż do góry podskoczyłam i nie tylko ja. Mąż obecnie gra w Resident evil 7, jak Pyza pisnęła to aż mu pad z rąk wypadł, tak sie przestraszył  :-D Ostatnio opanowała umiejętność wkładania palców u stopy do buzi, a czasem to nawet dwie stopy próbuje wepchać do otworu paszczowego ;-)

_20170207_172529

Zdjęcie mówi samo za się ;-)

Powoli zaczyna nas testować. Jak coś chce a my nie dajemy to udaje płacz  :roll: Po chwili przestaje, otwiera oczy i patrzy się na naszą reakcję, po czym bierze jakąś zabawkę i się bawi w najlepsze  ;-) Terrorystka mała ;-) My się jej nie dajemy, źli rodzice jesteśmy według jej dziadków, bo oni to już na ręce by brali, bujali i dawali wszystko co tylko by chciała! Ostatnio nawet dziadek (męża tato) powiedział, że kasę nam prześle bylebym tylko z małą w domu siedziała, a nie szukała pracy  :-o Ileż można w domu siedzieć? A poza tym z jednej pensji to cieżko wyżyć, a żarełko i pampersy trzeba kupić.

Pyzucha chyba poszła po tacie bo jak widzi komórkę bądź laptopa to aż się trzęsie żeby dorwać to w swoje małe rączki. Nawet teraz pisząc tego posta to wisi mi na ręce i chce wstukiwać swoje mądrości ;-) Nie wiem tylko czy ktoś by ją zrozumiał ;-)

Wczoraj też upiekłam ciasteczka :) Są kruche, mało słodkie i idealne do kawy :) Nawet szybko się je robi :)

IMG_20170207_133408_291