Poświęcenie matki

Każda matka zrobi dla własnego dziecka wszystko, a jakby mogła to nawet serce by oddała.

W sobotę wraz z mężem i Pyzą wybraliśmy się na przyjęcie urodzinowe znajomej. Wiedząc, że u nich w domu zawsze jest sauna, ubrałam Pyzę w legginsy i sukienkę w Minnie mouse :) Wyglądała jak cukiereczek, tylko wszamać ;-) Sama też ubrałam sukienkę, mężu standardowo: jeansy, koszula i swetr. Zachodzimy do nich a tam pizga jak kieleckiem na dworcu. Piec im siadł i od dwóch dni nie mieli ogrzewania! Nawet nie raczyli nas poinformować o tym, wtedy cieplej byśmy się ubrali. W pokoju gdzie siedzieliśmy był włączony mały elektryczny kaloryferek. Usiadłam z Pyzą obok niego, dziecka nawet nie rozbierałam z kubraczka bo by mi zamarzła! Mężu z drugim znajomym zaczęli grzebać przy piecu aż w końcu go naprawili, ale żeby mieszkanie się nagrzalo potrzebne jest trochę czasu bo było naprawdę wyziębione. Przez prawie całą imprezę Pyza była u mnie na kolanach, osłaniałam ją sobą bo od korytarza ciągło zimno. Palacze się kręcili to i robili przeciąg. Później koleżanki mąż wziął ją ode mnie i zabawiał :) Dzieci go uwielbiają, a Pyzucha aż śmiała się w głos :-D Do domu wróciliśmy około godziny 23:00. Byłam  tak zmarznięta, że szybko wyskoczyłam pod gorący prysznic. Założyłam grubą piżamę i skarpety, mężu zrobił drinka na rozgrzanie, Mała wypad spać, a my jeszcze chwilę posiedzieliśmy.

W niedzielę obudziłam się z okropnym bólem gardła. Herbata z miodem i cytryną, tabletki na gardło i płukanki nie pomagały :( Przełykanie sprawiało okropny ból. W poniedziałek było jeszcze gorzej. Na migdale pojawiły się białe plamki, a gardło przybrało kolor burgundu. Wmusiłam w siebie śniadanie i kolację, bo kiszki marsza mi grały. Ps. Najlepsza dieta to ból gardła, nic nie można przełknąć a kilogramy lecą w dół ;-)

We wtorek nie wytrzymałam i zadzwoniłam do przychodni, niestety nie było miejsca do lekarza ale wcisleła mnie kobitka do paramedyka :) Miły facet. Powiedział, że to może być początek anginy lub infekcja gardła. Przepisał antybiotyk, który mam brać 7 dni, 3 razy dziennie razem z posiłkiem oraz powiedział żebym dużo piła wody, ciepło się ubierała i dobrze wyspała/odpoczywała. Zaczęłam się śmiać i odpowiedziałam iż z 5 i półrocznym dzieckiem będzie ciężko ;-) Też się zaśmiał i powiedział żebym zapomniała o ostatnim punkcie :-D Życzył szybkiego powrotu do zdrowia. W aptece miłe zaskoczenie gdyż nie musiałam płacić za antybiotyk :)

Wczoraj wieczorem zrobiłam sobie syrop z miodu, cebuli i czosnku. Taki jak moja babcia robiła jak byłam dzieckiem. Uwielbiam go, za to mąż mówi, że chcę go otruć ;-) Bynajmniej wampirów nie muszę się obawiać ;-)

IMG_20170126_140649_013

 

Tak więc matka, chroniąc własne dziecię przed zimnem, poległa. Pyza dokazuje w najlepsze, bryka, a matka się leczy. Też tak może być ;-)

Nowina

W piątek otrzymałam wiadomość od siostry, że zostanę znów ciocią. Cieszę się, ale… No właśnie to ‚ale’ gdzieś we mnie siedzi. Poczułam lekką zazdrość? Cieszę się bo chcieli kolejne dziecko. Powiedzieli nam, że się zaczęli starać jak byliśmy w Polsce i udało im się w pierwszym cyklu! Głupi to ma szczęście! ;-) Termin na połowę sierpnia.

Może to ukłucie zazdrości wynika z tego, iż my musieliśmy starać się o nasze Małe szczęście latami i dopiero in vitro pomogło, a niektórym udaje się to od razu? Nie wiem, nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.

W każdym bądź razie cieszę się, że udało im się i nie musieli przechodzić przez to co my i większość z par.

Pierwsza choroba

Niestety nie obeszło się bez wizyty u lekarza :( Z racji tego, że w poniedziałek u nas było wolne i wszystko pozamykane to dostanie się do lekarza graniczyło z cudem, a pojechanie do szpitala i siedzenie tam ze 3 godziny odpadało w przedbiegach. Po pierwsze za dużo zarazków, po drugie i tak by powiedzieli żebym poszła na konsultacje do swojego lekarza. Więc poczekaliśmy już do wtorku i z samego rana zadzwoniłam żeby zarejestrować Małą. Pani w recepcji powiedziała, że już nie ma miejsc, ale może nas wpisać jako ważne dla niemowlaka tylko byśmy musieli poczekać do wieczora. Zgodziłam się i około godziny 18:00 byliśmy już u lekarza. Miły facet :) Wypytał się o objawy jakie córcia ma, ile to już trwa, co jej dawałam, zbadał (!) – co rzadko się zdarza, bo zazwyczaj mówią by wziąść paracetamol i jak nie przejdzie to znów przyjść. Odpowiedziałam na pytania i od razu powiedziałam,  że Mała ma odparzoną pupę. Często robi kupę i pampersy zmieniane są bardzo często, smarowanie grubo kremami nie pomaga, a ją to piecze i że już nie wiem jak jej ulżyć. Jedynie kąpiel w ciepłej wodzie pomaga na trochę. Powiedział, że to normalne gdy takie niemowlę dostaje po raz pierwszy coś innego niż mleko, w tym przypadku syrop na kaszel. No i skład oraz konsystencja kupy jest inna więc dlatego ma podrażnioną skórę na pupie.

Lekarz powiedział, że Mała ma infekcję górnych dróg oddechowych i przepisał jej antybiotyk w syropie, który musiałam podawać strzykawką. Po wstrząśnięciu butelką z syropu robił się mus. Musiała go brać 3 razy dziennie po 5 ml. Na odparzoną pupę dostała krem z antybiotykiem, który mogłam używać 4 razy dziennie. Oba antybiotyki trzeba było trzymać w lodówce. Zdziwiło mnie, że nie musiałam za nie płacić. Miła niespodzianka :)

Przez ten tydzień córka dała mi popalić. W nocy budziła się co godzinę lub co pół. Ledwo się kładłam, a już musiałam ponownie do niej wstawać. Później już to robiłam na autopilocie ;-) W ciągu dnia była strasznie marudna. Co godzinę kładła się na paruminutową drzemkę. Po antybiotyku było nieco lepiej, pobudki w nocy co godzinę lub półtorej czasami co dwie. Kładliśmy ją na poduszce żeby była na podwyższeniu bo lepiej jej się oddychało. Noska czyściliśmy regularnie. Czasami się śmiała przy czyszczeniu, a czasem marudziła lub płakała – nie wiem od czego to zależało.

Teraz jest już o niebo lepiej. Antybiotyk skończyła brać wczoraj. Jeszcze tylko kremem musimy smarować pupę do czwartku, ale też pupcia się ładnie goi :) Nosek dalej czyścimy bo jeszcze coś tam jest. Dwie nocki przespała ładnie przebudzając się około 6 rano, ale daję jej smoka i śpi jeszcze do 8-9 :) No po prostu prawie odespałam poprzedni tydzień ;-)

Radość wielka ;-) Oby tak pozostało :)