A było już tak dobrze

We wtorek byliśmy u lekarza na sześciotygodniowym kontroli. Mała rozwija się prawidłowo, wszystko z nią dobrze. Za to ja jestem znów na antybiotyku. Z rany zaczęło ciec i lekko się otworzyła z prawej strony :( Nie boli, lekko piecze jak za dużo chodzę i skóra wokół jest czerwona. Lekarka przepisała mi mocniejszy antybiotyk. Zobaczyła ranę i powiedziała że ona się goi tylko bardzo powoli. Z prawej strony jest głębsze nacięcie i dlatego nie może się dobrze zrosnąć. Jeżeli antybiotyk nie pomoże to ponownie trzeba będzie udać się do lekarza :( Dlatego bałam się cesarki i późniejszych powikłań, ale prawdę mówiąc to przeszłabym przez to ponownie patrząc się na moją Pyzuchę Kluchę. Dla niej zniosę i zrobię wszystko.

Telefon z przychodni

W zeszłym tygodniu dostałam telefon z przychodni. W recepcji pani powiedziała, że doktor chce zrobić mi i małej wymaz ze względu na przebytą infekcję w ranie żeby upewnić się czy już tam jest czysto. Umówiliśmy się na wizytę z samego rana. Na pierwszy rzut poszłam ja bo mała spała. Pielęgniarka zrobiła wymaz z nosa, pach, rany i pachwin. Powiedziała że rana po cesarce ładnie się goi, a strupek odpadnie sam kiedy przyjdzie czas. Żeby zrobić wymaz od małej i jej nie obudzić musieliśmy być delikatni. Od niej też pobrała wymaz z noska, pach i pachwin. Zaleciła umówić się na wizytę z doktorem w celu omówienia wyników naszych wymazów i zobaczenia rany. Co też uczyniłam.

Wizytę miałam we wtorek. Pani doktor spytała się z czym przyszliśmy. Powiedziałam jej, że o telefonie z przychodni, o wymazach, o mojej infekcji i że chciałabym znać wyniki. Sprawdziła w komputerze i obwieściła że wyniki są negatywne :) Czyli wszystko wporzadku :) Zaprosiła mnie na kozetkę żeby zobaczyć ranę. Spytała się czym myję ranę. Odpowiedziałam że tylko woda bo w szpitalu nie kazali niczym innym myć i nie pozwolili używać mydła. Stwierdziła że już jestem prawie 6 tygodni po cesarce, rana ładnie się goi i mogę używać mydła żeby wyczyścić brud który się tam może zgromadzić. Oczyściła mi ranę jodyną i życzyła powodzenia :)

Rana jeszcze od czasu do czasu pobolewa, zwłaszcza jak Mała podczas karmienia zacznie kopytkować i wiercić się tym swoim małym tyłeczkiem to uraża mi dół brzucha. Potrzeba czasu na całkowite zagojenie się. Ważne że jesteśmy zdrowe i bez infekcji :)

Miesiąc za nami :)

Kiedy to minęło? Pamiętam moje obawy czy sobie poradzę, jak będzie wyglądało nasze życie itp.

Radzimy sobie :) Mąż pomaga przy małej na tyle ile może w ciągu tygodnia bo pracuje do 17:30. O 19:00 kąpiemy naszą dzidzię i tata przejmuje opiekę nad nią do około północy. Ja o 20:30 idę się zdrzemnąć. O 23:00 mam pobudkę. Wtedy odciągam mleko, karmię koty i szykuję pompkę na rano. Przejmuję nocną wartę i dzień. Są nocki że Mała prześpi 5 godzin i są takie że budzi się co 2 godziny. W weekendy jak się Pyzucha obudzi to mąż przynosi ją do nas do łóżka żebyśmy mogli jeszcze podżemać :) Później robi śniadanie, znosi Małą na dół do bujaczka, a my na spokojnie możemy zjeść :) Po dobrym papu ja przejmuję Kluchę, a tata sprząta dom (jedynie mycie łazienek zostawia dla mnie). W weekend mąż w większości zajmuje się naszym dzieckiem i idzie mu całkiem nieźle. Ja mogę sobie trochę odpocząć :)

Cieszę się że mam tak pomocnego męża :) Niektóre z moich koleżanek nie miały tak dobrze ze swoimi partnerami. Wszystko same musiały robić. Mój naprawdę się przykłada do roli taty :) I tylko on potrafi śpiące dziecko obudzić delikatnym pocałunkiem w policzek ;-) Nie wiem jak on to robi, ale jak ja uśpię dziecko, on przyjdzie, pocałuje i w nogi bo wie że Mała się obudzi. Tylko on ma taki dar ;-)

Nie mogę uwierzyć że miesiąc już minął. Mała rośnie jak na drożdżach. Już poodkładałam pełno ciuszków bo z nich wyrosła. Chciałoby się zatrzymać czas żeby nacieszyć się takim malutkim niemowlakiem. Każdy dzień niby taki sam a jednak inny. Patrzę jak rośnie, jak się zmienia, jak robi się coraz bardziej świadoma swoich ruchów,  wydawanych dźwięków i jak posyła mi już świadome szczerbate uśmiechy :-D Piękny widok :)

Zobaczymy jakie nowe umiejętności posiądzie w drugim miesiącu swojego życia :) Ciekawe czym zaskoczy rodziców? ;-)

Wizyta w szpitalu

Zapomniałabym napisać o tym że trafiłam znów do szpitala. Ostatniego dnia pobytu siostry u nas, rana po cesarskim cięciu strasznie zaczęła mnie boleć i piec. Wieczorem było już tylko gorzej więc zadzwoniłam na porodówkę i powiedziałam jaka jest sytuacja, kazali mi przyjechać żeby doktor mnie zbadał. Siostra została z małą, a mąż pojechał ze mną. Przyjęła nas polka – Edyta. Zaprowadziła do pokoju, obejrzała ranę, zmierzyła ciśnienie, temperaturę, przyniosła dzbanek wody żebym się napiła i oddała próbkę moczu. Wzięła moje karty i powiedziała że zaraz ktoś do mnie przyjdzie. Co chwilę przychodziły położne, sprawdzać jak się czuję i oglądać ranę. W końcu jedna z nich powiedziała że musi to skonsultować ze starszą położną. Przyszły we dwie, starsza obejrzała ranę i stwierdziła że zaczerwienienie jej się nie podoba i zadzwoniła po lekarza. Narzekaliśmy się na niego. W międzyczasie znów mnie zbadano. Na łóżku prawie odlatywałam, tak mi się spać chciało. Po długim oczekiwaniu w końcu przyszedł. Wypytał się mnie kiedy miałam cesarkę, dlaczego, jakie szwy założyli, co się stało że przyjechałam do szpitala i dopiero zaczął badanie. Obejrzał ranę, podotykał, wziął wymaz. Powiedział że bardzo dobrze zrobiłam dzwoniąc do szpitala i przyjeżdżając bo mam małą infekcję. Nie wiedzą dlaczego tak się dzieje, ale czasami infekcje się same pojawiają. Dostałam antybiotyk i kazał się stawić na kontrolę w czwartek. Antybiotyk miałam brać 4 razy dziennie, czyli co 6 godzin. Doktor stwierdził że jeżeli antybiotyk nie pomoże to trzeba będzie czyścić ranę i ponownie zszywać. Przeraziłam się. Ogólnie w szpitalu spędziliśmy 2 godziny.

Po powrocie do domu wzięłam antybiotyk. Siostra przerażona. Powiedziała że jeżeli trzeba będzie to przyleci. Mała grzecznie spała, nieodczuwajac mojej nieobecności. Nad ranem się pożegnaliśmy i mąż odwiózł ich na lotnisko.

Już na drugi dzień brania antybiotyku czułam się lepiej. Tylko musiałam oczyścić plan jak jeść posiłki żeby nie kolidowały z braniem tabletek, ale jakoś się udało.

W czwartek mąż odwiózł mnie do szpitala na kontrolę, a sam z małą pojechali na zakupy. Miałam dać mu znać jak będę wychodzić, ale zanim przyszła lekarka i mnie obejrzała to znów minęło 2 godziny. Zmieniła mi antybiotyk bo powiedziała że w wymazie coś było i nowy antybiotyk będzie lepiej działał.

Póki co jest dobrze. Mam nadzieję iż rana się ładnie zagoi i nie będę musiała wracać do szpitala. Panicznie się tego boję. No i nie chcę zostawiać dziecka. Wiem że mąż sobie poradzi, ale będzie musiał ją karmić tylko mlekiem modyfikowanym, a moje przecież jest lepsiejsze.

Dziś są moje urodziny :)

Już o północy mąż złożył mi życzenia :) Z Kluchą moją siedziałam do 00:35 aż usnęła. Nie da mamie pospać w urodziny ;-)

Mąż się pytał co bym chciała dostać, odpowiedziałam że już mam najlepszy prezent na świecie, właśnie śpi obok mnie :)

I ja też idę zamknąć oczy na chwilę bo nie wiadomo kiedy się obudzi ;-)