Zaczynamy trzeci trymestr :)

Jak to się mówi, ostatnia prosta przed nami :) Według mądrych książek i internetu, 27 tydzień to początek 3 trzeciego trymestru. Dziecko jest wielkości mniej więcej kalafiora ;-) Porównania to mają komiczne :) Ponoć to jest ostatni tydzień, w którym maluszek jest bardzo ruchliwy. Ta jasne, chyba nie mieli do czynienia z moim dziecięciem ;-) Młoda bardziej aktywna jest z samego rana, gdy matka jeszcze w łóżku chciałaby trochę pospać i jak pora do spania. Jeżeli po urodzeniu będzie tak samo to chyba tatko będzie się w nocy córką zajmował, bo ja to raczej dzienne stworzenie jestem. W ciągu dnia czasem odda leniwe kopnięcie lub wypnie się. Mało aktywne te moje dziecię jest. Jak poruszam brzuchem lub połaskoczę skórę to dostanę w odpowiedzi kopniaka w stylu „matka odczep się i daj poleniuchować”, ewentualnie jak zjem coś co jej nie podpasuje to też da o tym znać :) Najlepsza to jest czkawka w jej wydaniu :) Brzuch mi wtedy podskakuje rytmicznie :)

Wczorajsza rozmowa taty z córką:
T: (Trzymając rękę na brzuchu) Córcia ale ta twoja matka świruje, weź ją kopnij to może się uspokoi.
Odpowiedź córci to kopniak w pęcherz, a jak. Tyle miejsca w brzuchu a ona akurat upodobała sobie pęcherz. Not cool!
T: (śmiech w głos i całus w brzusio) Grzeczna dziewczynka :-D No jeszcze raz, ale tym razem troszkę mocniej :)
Jak można się spodziewać, córka posłuchała ojca i po chwili dała kopniaka :) Ale był zadowolony i dumny ;-) Dobrze, że istnieje coś takiego jak grawitacja, bo inaczej uniósł by się pod niebiosa ;-)

Jak leżeliśmy już w łóżku to przyłożył ucho do brzucha i dostał kopniaka za podsłuchiwanie :) Nauczył się usypiać z ręką na brzuchu żeby czuć jak młoda kopie :) Mówi, że nie może się już doczekać kiedy ją zobaczy i przytuli. Rozczulający jest widok jak głaska i całuje brzuch :) Będzie mi tego brakować.

Skończyłam kolejny kocyk :) Zajęło mi to około mięsiąca, ale jest ukończony. Najgorsze są wykończeniówki, najwięcej czasu zabierają. Oto i on:

13055120_10206069340477347_974214956886768212_o

Myślałam żeby go sprzedać, ale prawdę mówiąc mi samej się on podoba :) No zobaczymy. Jeżeli znajdzie się na niego kupiec to pójdzie do nowego domu, jeśli nie to go zatrzymam dla młodej :)

Zachcianka(?)

Wczoraj chodziło za mną cosik słodkiego, a tu jak na złość wszystko się pokończyło :( Czekolady brak, batoniki zbożowe się nie liczą, lody a raczej lizaki lodowe wcisnęłam dwa i nie miałam ochoty na więcej. Niedziela, godzina 19:00, wszystkie sklepy pozamykane, a mnie aż nosiło za słodkim. Sprawdziłam zaopatrzenie kuchenne, zakasałam rękawy i zaczęłam wsypywać składniki do miski. Mężu się pytał co ja robię więc mu powiedziałam, że zaraz to on będzie zagniatał ciasto na jabłecznik, bo mnie tu rozniesie jak nie zjem czegoś słodkiego. To ten zaczął się śmiać ze mnie. Zapytał się czy ma jechać na stację benzynową po słodkie? Facet dopiero teraz oprzytomniał, bo w ciągu dnia jakoś styki chyba nie zwierały. Powiedziałam mu, że teraz to ja poczekam sobie na jabłecznik. Jabłka miałam już uprażone, więc tylko ciasto się zrobiło, jabłka wyłożyłam, posypałam kruszonką i do piekarnika na ok. 50 minut :) Ja w tym czasie wzięłam prysznic. Jak wychodziłam to usłyszałam, że ciacho się upiekło :) Teraz tylko chwilkę poczekać aż wystygnie, zrobić herbatkę i spałaszować :-D

A oto i mój wypiek :)

DSC_0676DSC_0768DSC_0769

Pychotka :)

Znalazłam kolejny projekt na szydełkowanie :) Kocyk w kwiatki, zabawke misia i komplecik czapeczka, buciki i sukienka. Zobaczymy czy czasu starczy na wykonanie tego ;-)

Wczoraj mężu powiedział teściom, że chcemy dokupić łóżeczko i biurko do tych mebelków co mamy. Przesłał im linka do nich i drugiego linka na wózek jaki mamy upatrzony, a dziś otrzymał telefon z samego rana, że łóżeczko i biurko już są zamówione z hurtowni bo w sklepie nie było. Powinny przyjść w przyszłym tygodniu, a i wózek też chcą już zamawiać tylko mamy powiedzieć im jaki kolor chcemy. Oczywiście wózek nie ten co wybraliśmy, bo tani i może się rozlecieć (!). Pan w sklepie polecił im lepszy. Później nam prześla linka żebyśmy sobie kolor wybrali.

Jestem im wdzięczna za pomoc jaką nam, a raczej swojej wnuczce, dają, ale ja naprawde nie widzę powodu żeby przepłacać skoro można kupić fajny wózek 3 w 1 za 899zł (co mi się wydaje, że wcale taki tani nie jest), niż wybulić ponad tysiaka!

No zobaczymy później co im zaproponowano w zamian ;-)

Trzecia wizyta u położnej

No w końcu poznałam swoją położną. Miła babka. Miała ze soba starzystkę i to ona mnie badała i ze mną rozmawiała. Od teraz na każdej wizycie będą mierzyć mi brzuch żeby zobaczyć jak rośnie i czy mieści się w normie jakiejś siatki centylowej. Nie ogarniam tego. W Polsce robi się usg, mierzy i sprawdza wagę dziecka, a tu mierzą brzuch. Muszę sobie o tym poczytać, jak się ma wzrost dziecka do tej siatki. Starzystka powiedziała, że dziecko od teraz bedzie miało swój rytm dnia i nocy, i żeby obserwować i liczyć (w miarę jak się uda) ruchy dzidzi. Posłuchałam bicia serduszka młodej :), ale niestety nie podała mi jak szybciutko ono biło, a szkoda bo ja lubię wiedzieć. Próbka moczu też wyszła wporządku. Zamówią mi antyciała na następną wizytę i będą kłóć. To w razie konfliktu serologicznego. Kolejny zastrzyk dostanę po porodzie. Zmierzyli mi również ciśnienie. 85/65! :-o  Takiego to ja jeszcze nie miałam. Wiem, że jestem niskociśnieniowcem, ale w ciąży powinnam mieć większe, bo jest nas dwóch – ja i mój brzuch ;-) Mogłam zadawać tyle pytań ile chciałam i na wszystkie otrzymałam odpowiedź. Powiedziałam, że kość ogonowa mnie boli jak siedzę lub próbuję wstać i co mogę zrobić żeby sobie ulżyć w tym bólu. Powiedziała, żebym zmieniała pozycje siedzenia, dużo chodziła, a jak to nie pomoże to zapisze mnie na fizjoterapię na następnym spotkaniu. Wizyta trwała ok. pół godziny, czyli tak standardowo, a na koniec dostałam certyfikat, że jestem w ciąży :)

Inna wiadomość to taka, że z urzędu pracy dostałam w końcu wyrównanie. Zaakceptowali moje papiery i wpisali prawidłowe dane u siebie w system. Czyli teraz bede co dwa tygodnie dostawać kasiorke :) Nie jest to duża suma, ale na żarełko wystarczy :)

W piątek zarejestrowałam się w agencji pracy. Powiedzieli, że postarają się coś dla mnie znaleść na te 2 miesiące. Szczerze w to wątpię, ale kto to wie? Jak nic do maja się nie znajdzie to będę szła na macierzyńskie. Trudno, najwyżej z dzieckiem krócej posiedzę w domu, ale bedę dostawać więcej pieniędzy niż teraz, a od stycznia bądź lutego znów zarejestruję się w urzędzie pracy i zacznę od nowa szukać zatrudnienia.

W niedzielę z mężem mym połaziliśmy po sklepach, popatrzyć na ubranka dziecięce i porównać je cenowo. Już mniej wiecej mam upatrzone co trzeba kupić :) Zrobiłam także listę najpotrzebniejszych rzeczy dla maluszka. Kurde trochę tego jest i prawdę mówiąc musimy zacząć już wszystko kompletować bo do porodu się nie wyrobimy ;-) A zostało tylko 3 miesiące :)

Syndrom wicia gniazda :)

Chyba mnie powoli dopada, bo co rusz bym chciała coś kupować i kompletować. Jak narazie to pierwszym naszym zakupem była elektryczna niania z monitorem oddechu dla młodej :)

DSC_0688

Niedawno odkupiliśmy od znajomej mebelki do jej pokoiku :) Mebelki są w dobrym stanie, a koleżanka sprzedła je tylko dlatego, że teraz bedzie miała dwójkę małych rozrabiaków i potrzebna jej będzie większa szafa na ciuszki dla nich. Jedyne co musimy dokupić to łóżeczko i biurko. Mebelki mają misia, a łóżeczko i biurko będą z żyrafą.

DSC_0695

 

Oczywiście zrobimy małe przemeblowanie jak już reszta dojedzie :) Jeszcze firanki dziecięce trzeba dokupić i pokoik będzie gotowy na swoją lokatorkę ;-)

Dostaliśmy też dużą walizkę dziecięcych ciuszków, ale większość z nich to rozmiary na 6-9 miesięcy. Dla noworodka sa tylko 2 bodziaki więc trzeba będzie nakupić trochę garderoby. Stwierdziliśmy, że zakupimy używaną odzież, gdyż takie maleństwo jej nie zniszczy. Co niedzielę (oczywiście jak jest ładna pogoda) jest organizowany targ z rzeczami używanymi i naprawdę można nakupywać multum rzeczy. Praktycznie takie małe ciuszki wyglądają jak nowe, wystarczy je tylko wyprać i wyprasować. No i cena też tu gra rolę, bo jeżeli w sklepie mam wydać na jedną rzecz £10.00 to na takim targu będę miała walizkę ciuszków za te same pieniądze. Oczywiście wyprawka do szpitala będzie nowa. Nie wszystko musi być używane. Jeżeli w sklepie znajdę na promocji ciuszki, które będą mi się podobać to je kupię, a niech młoda ma też coś nowego ;-)

Mężu trochę mnie stopuje, ale widzę że i on już ma ochotę naszemu dziecięciu zacząć kupować różne rzeczy :) No w końcu jesteśmy w 25 tygodniu ciąży więc powoli trzeba kompletować wszystko ;-) Lepiej stopniowo cosik zakupywać niż na raz wybulić kasę. Przynajmniej ja tak uważam :)

Dziecko nie strasz matki!

Dziecko me wie jak mnie porządnie wystraszyć. Poprzedniego dnia wywinęła mi psikusa, a przecieżPrima Aprilis przeszedł, poszedł i zawita dopiero w przyszłym roku! Przyzwyczajona już jestem do jej brykania, kopania, aktywności czy tam jak zwał tak zwał. Dzień jej przestoju nieźle napędził mi stracha. Dziecko me zastrajkowało. Rano, około 6:00, pare razy brykło sobie, poźniej cisza. Ruszanie brzuchem, zjedzenie śniadania, lunchu, przekąski nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia. Nawet jednego kopniaka mi nie sprzedała. Gdy dochodziła godzina 16:00 już odchodzilam od zmysłów! Zgłodniałam więc sięgłam po jogurt jako przekąskę. Po paru minutach poczułam lekkie muśnięcie, ale takie leniwe jakby chciała mi przekazać ‚matka za zimne, nie budź’ i znów cisza. Jak mężu wrócił z pracy to mu powiedziałam, że młoda jest bardzo mało aktywna i że się martwię. Na co on, że to typowa kobieta i ma swoje humory. Myślenie faceta i przyszłego ojca! No to znów zaczęłam potrząsać brzuchem, muzyczke puszczać i nic :( Zero reakcji z jej strony. Nawet ciepły prysznic na nią nie podziałał. No jak bum cykcyk myślałam, że osiwieję. No i znów trzęsłam brzuchem na co dostałam lekkiego kopniaka w stylu ‚matka odwal się i daj pospać’. Mężu powedział żebym dała jej spokój, bo się odzywa, ale ma leniwy dzień jak każdy od czasu do czasu. No to odpuściłam. Gdy już byliśmy w łóżku gotowi do spania, położyłam się na wznak i p paru minutach, lekko bo lekko ale poczułam jej ruchy. Uspokoiłam się trochę, bo ruchy zaczynały być rytmiczne. Delikatne, ale były :) Kątem oka zobaczyłam, że mężu na komórce przegląda fora i czyta o ruchach dziecka. A jednak też się martwił, ale jak to on nie pokaże przecie po sobie ;-)

Dziecko drogie, mama prosi żebyś już więcej nie robiła sobie żartów, bo do końca ciąży to osiwieję i będę musiała siwe włosy zafarbować – to jest opcja lekka ;-)

24 tydzień ciąży i wizyta w urzędzie pracy

No to żem była w wyżej wymienionym urzędzie z potrzebnymi papierzyskami. Kobieta, która nadzoruje moje szukanie pracy, zeskanowała je i wysłała do siedziby głównej i powiedziała że oni się ze mną skontaktują telefonicznie bądź listownie. Mam nadzieję, że to odkręcą, bo nawet niewielka suma pieniędzy robi różnicę, zawsze można za to zakupy tygodniowe zrobić, a męża wypłata byłaby na opłacenie rachunków i przy dobrych wiatrach na odłożenie co nieco na konto oszczędnościowe. Kobitka spytała się jak mi idzie poszukiwanie pracy, co robię itp. Odpowiedziałam jej, że jest ciężko bo tylko jak wspomnę o swoim stanie lub zobaczą w agencjach pracy mój balonik wystający ;-) to przepraszają, ale obecnie nie rejestrują bądź proszą o telefon na następny tydzień. Powiedziała, że mnie rozumie, ale żebym wpisywała do książeczki cokolwiek żeby ona mogła to podpisać, więc tak też będę robiła. Nawet jak trochę pościemniam to nic się nie stanie, bo ona zdaje sobie sprawę, że żaden pracodawca nie weźmie za mnie teraz odpowiedzialności, a pieniądze i tak mi się należą :) To żeśmy się dogadały :)

Mężu mówi, że to znak, że mam siedzieć w domu i się nie denerwować, a piekarnik (tak mówi o moim brzuchu) mam mieć włączony na 36,6 *C (tyle że moja temperatura ciała to 35,6 ;-) ) żeby Lena (tak mówi o małej) się ładnie rozwijała :)

No to dziś zaczeliśmy 24 tydzień ciąży :) Według wszechwiedzącego interneta to Młoda ma ok 28cm wzrostu i waży ok. 700 gram :) A według mojej aplikacji jest wielkości głabka kukurydzy :-D Też mają porównanie ;-) Rano i wieczorem Młoda jest najaktywniejsza. W ciągu dnia też ma swoje godziny sprzedawania matce darmowych kopniaków ;-) Co do kopniaków to się czasami zastanawiam czy to żeczywiście kopniaki, czy może córka ma używa karabinu maszynowego żeby zrobić sobie więcej miejsca lub też ma wizję przejęcia świata i galaktyki dlatego już w brzuchu trenuje strzelanie ;-) Zobaczymy jak to będzie później, gdy miejsca w brzuchu będzie coraz mniej ;-) Nawet teraz pisząc tego posta bryka sobie w najlepsze ;-) Póki co czuję się naprawdę dobrze. Robi się coraz cieplej więc będę mogła więcej czasu spędzać na ogródku i rozkoszować się ładną pogodą :)

A zapomniałabym napisać. Były szefu wczoraj dzwonił. Przepraszał mnie za urwany kontakt, ale ma problemy ze swoim telefonem. Powiedział, że firma która wykupiła naszą teraz przewozi wszystko z naszego drugiego oddziału. Jak na chwilę obecną to on też nie ma żadnych nowych wieści czy nas przyjmą czy nie, bo nikt mu nic nie mówi. W zeszłym tygodniu i wczoraj miał mieć spotkanie z kimś z tamtej firmy, ale odwołali. Ponoć dziś ma mieć spotkanie z dyrektorem finansowym, ale też nie wie czy do niego dojdzie, gdyż ma przeczucie, że też mogą je odwołać. Powiedziałam mu, że ja bardzo dobrze zdaję sobie z prawę z mojej sytuacji i wiem, że jak coś to mogą mnie nie zatrudnić, ale bardzo bym chciała żeby napisał mi referencje, bo od przyszłego roku będę od nowa szukała pracy i one by mi się przydały. Powiedział, że bez problemu mi je napisze i wyśle na maila, a drugie z jego podpisem wyśle pocztą :)

No zobaczymy co z tego wyniknie. Jak narazie to siedzę sobie w domciu z kociakami, gotuję obiadki mężowi i dziergam kolejny kocyk :-D A co wolno mi, mam czas ;-)

Prima Aprilis wcale nie taki śmieszny

Co za dzień. Żeby nie było, że tylko Paradise ma przygody, ja dziś też miałam i na dodatek zbiegło się to z 1 kwietnia. Jakoś do śmiechu mi nie było i nie jest. Do rzeczy. Rano dostalam list z biura pracy, że przepraszają, ale nie będą mogli mi wypłacic pieniędzy gdyż dwa lata wstecz nie odprowadziłam odpowiedniej ilości podatku ubezpieczeniowego czy jakuś tak. Że co? Ja się pytam, że jak. Dla jednej firmy pracowałam ponad 5 lat! A dokładnie 5 lat, 5 miesięcy i 12 dni! Siem wkurzyła jak nie wiem co. Od razu za telefon i dzwonie do tych osiołów żeby wyjaśnić sprawę jak najszybciej. Co się okazało, oni w systemie mieli zapisaną kwotę ok. £400.00, a powinno być mniej wiecej razy 10 (oczywiście na rok podatkowy). No to ja pędem (na ile oczywiście brzuch pozwalał) po schodach na górę (zadyszki mi się dostało ;-) ) do sypialni żeby wetrować papiery i znalazłam rozliczenie za wszystkie lata przepracowane. Bardzo miły pan powiedział, że umówi mnie w urzędzie pracy na spotkanie i wyjaśnienie tego bałaganu. Powiedziałam iż spotkanie mam już ustalone na 5 kwietnia i czy mogę w tym samym momencie przynieść moje dokumenty, odpowiedział że jak najbardziej i że on ze swojej strony zostawi notke w systemie żeby ludzie którzy tam pracują załatwili to od ręki :) Ładnie podziękowałam za pomoc, pan życzył miłego dnia i powodzenia w szukaniu pracy po czym się rozłączliśmy. Wydaje mnie się iż ta kobieta, która kończyła rejestrację popełniła błąd, gdyż nie zapytała się mnie o rozliczenia podatkowe i o inne dokumenty które wtedy miałam przy sobie bo kazali mi je ze sobą wziąść. No cóż teraz będzie miała dwa razy więcej roboty przy odkręcaniu tego, bo nie wyjdę z tamtąd doputy dopóki tego nie załatwi. A że jestem ciężarna to nie bedzie mogła mnie zbyć ani zdenerwować, bo pójdę na skargę do jej managera i narobię jej problemów, a co z ciężarówką się nie zadziera ;-)

Z innych wiadomości to byłam w czwartek na wizycie kontrolnej w szpitalu. Miałam się stawić na godzinę 15:00 więc przyszłam tak około 10-15 minut wcześniej żeby zmierzyli mi ciśnienie oddać próbkę moczu. Co ja sie naczekałam. Ponad godzinę czekałam żeby wejść do gabinetu. Pielęgniarka napisała na tablicy, że jest 30-sto minutowe opóźnienie. Chyba sobie jakiś żart zrobiła bo opóźnienie było lekko godzinne, ale co ja będę się kłócić. Wypiłam pół litra wody, pograłam sobie na telefonie żeby czas szybciej zleciał i wkońcu zaproszono mnie do gabinetu. Spytałam się doktorka czy mógłby mi wyjaśnić co jest powodem tej wyzyty bo na liście ze szpitala nie było nić napisane. Powiedział, że położna na pierwszym spotkaniu wypełniła papiery, że moja ciąża jest z in vitro i oni muszą objąć mnie dodatkową opieką :) W sumie to fajnie. Normalnie kobieta ma tutaj 10 wizyt z położna jak jest pierworódką, później już tylko 8. A dodatkowe wizyty u doktorka to zawsze jakaś atrakcja ;-) Wypytał się mnie o podstawowe informacje typu jak długo się staraliśmy o dziecko, jakie badania mieliśmy robione zanim skierowano nas do kliniki, w jakiej klinice mieliśmy robione ivf, itp. Później zapytał się o moje samopoczucie, czy czuję ruchy dziecka i czy chcę posłuchać bicia serduszka. No jak nie jak tak :-D Od razu ległam na łóżku, a jego asystentka przyłożyła małe, śmieszne urządzonko do mego brzucha :) 145 uderzeń na minutę :) Wszystko w normie, silna dziewczynka :) Zapytałam się go o łożysko, gdyż moje jest nisko położone. Powiedział żeby nie panikować, bo może być tak iż samo się podniesie. Jakby podniosło się o co najmniej 2cm to będę mogła próbować rodzić naturalnie, jeżeli zostanie tak jak jest lub się obniży to niestety ale będzie czekać mnie cesarka. Prawdę mówiąc to liczę, że jednak się podniesie. Jakoś nie widzi mi się wizja cesarskiego cięcia. Wyznaczył mi termin kolejnej wizyty na czerwiec i się pożegnaliśmy.

Po szpitalu pojechałam odebrać próbki produktów dla przyszłych mam :) Były tam kremy na odparzenia dla dziecka, olejki i kremy na rozstępy dla przyszłych mam i nawet pampers sie trafił :) Oprócz tego witaminy dla kobiet w ciąży, długopis i magazyny do poczytania.

Jak przyjechałam do domu to byłam wykończona i głodna. Wypuściłam kociaki na dwór, a sama przyszykowałam w pokoju żarełko dla nas :)

No tak jak widać to ja też mam przygody ;-) A co, przecież nie może być nudno to od życia dostaję trochę rozrywki ;-)