Druga wizyta u położnej

Prawdę mówiąc to jeszcze nie poznałam mojej położnej. Na pierwszej wizycie było zastępstwo za nią, bo miała wolne i na tej również była inna kobieta, ale bardzo miła i uprzejma. Przedstawiła się, opowiedziała trochę o sobie i zaczęła omawiać moje wyniki krwi. Wszystko wyszło bardzo dobrze i w normie, a grupę krwi mam 0Rh- :) Ja o tym wiem, bo w książeczce narodzin mam wpisaną grupę krwi. Ona powiedziała, że też ma taką samą grupę krwi i że jesteśmy w całych 5% populacji, więc ta grupa krwi jest bardzo cenna ;-) To akurat też wiem. Teraz tylko muszę męża wysłać na badanie grupy krwi, bo on nie ma pojęcia jaką grupę krwi posiada. Teściowa również nie wie, a mi ta informacja jest potrzebna bo w razie czego, gdyby okazało się że ma dodatnią to możemy mieć konflikt serologiczny. Może nie przy tej ciąży, ale następna byłaby zagrożona. W 28 tc dostanę pierwszy zastrzyk z antyciałami, tak na wszelki wypadek, a po porodzie kiedy zbadają grupę krwi dziecka i okaże się dodatnia to dostanę drugi zastrzyk. Jak to położna określiła, tutaj przyjmują że dziecko w 95% będzie miało grupę krwi ojca dlatego zastrzyk jest niezbędny. Oczywiście dostałam informacje o tym zastrzyku, jak działa i na co, do poczytania w domu.

Pytała się mnie jak się odżywiam, więc jej powiedziałam, że jestem wegetarianką i rodzinka teraz namawia mnie żebym w ciąży jadła mięso bo jest zdrowe dla dziecka, a ja uparta nie chcę go jeść i jeszcze się wykłócam, że wcale tak nie jest, a składniki to sobie mogę zastąpić zróżnicowaną dietą. Położna przyznała mi rację  :-D Powiedziała, że po moich wynikach widać, że jestem zdrowa i że napewno jem dużo warzyw i owoców. Zjedzenie ryby miniumum dwa razy w tygodniu plus jajka, jak również wspomniane warzywa i owoce dostarczają mi i dzieciusiowi niezbędnych wartości odżywczych więc nie potrzebuję jeść mięsa. 1:0 dla mnie, a rodzinka niezadowolona :) No cóż, nic na to nie poradzę ;-)

Po tej rozmowie zapytała się czy chcę posłuchać bicia serduszka mojego maleństwa, na co ja że oczywiście, że tak :) Zaprosiła mnie na łóżko wyścielone jednorazowym papierowym prześcieradłem ;-) Nasmarowała brzusio żelem i chwilkę później słyszałam szybciutkie bicie sreduszka  :-) Podczas tego słuchania moje małe wiercące się maleństwo brykało w najlepsze :) Nawet położna stwierdziła, że mam dziecko bardzo ruchliwe :) To chyba po tatusiu ;-) Po wysłuchaniu tego pięknego dźwięku pomogła mi wstać z łóżka i jeszcze przez chwilkę rozmawiałyśmy o moim brykającym maleństwie.

Zapytała się czy chcę znać płeć dziecka, odpowiedziałam, że nie ale mąż chce. Powiedziałam, że na usg powiem pielęgniarce żeby na korytarzu powiedziała mężowi czy będziemy mieć córkę czy syna, bo dla mnie płeć nie ma znaczenia byleby było zdrowe. Położna stwierdziła, że jeżeli ja nie chcę znać płci dziecka to raczej pielęgniarka nie puści pary z ust nawet gdyby mąż błagał. No zobaczymy. Mężu będzie niepocieszony :)

Na koniec zmierzyła mi ciśnienie. Elektryczny ciśnieniomierz wyłączył się po paru sekundach :) No to zmierzyła ręcznym i wyszło 90/60, czyli tak normalnie w moim przypadku :)

 

Odpowiedziala na kilka moich pytań. Wyznaczyła kolejna wizytę, Życzyła wszystkiego dobrego i się pożegnałyśmy.

Po wizycie zadzwoniłam do ojca mego dziecka i opowiedziałam jak wizyta przebiegła. Powiedziałam, że słyszałam bicie serduszka Bąbelka i jakie miałam ciśnienie. Mężu się pytał czy ja wogóle żyję, na co ja że oczywiście, przecież ktoś musi cię meczyć, marudzić i takie tam ;-) No to stwierdził, że chyba jestem wampirem, bo blada chodzę. Odpowiedziałam mu, że jestem nietypowym wampirem gdyż uwielbiam słońce i ciepełko, a to że mam jasną karnację to już taka moja uroda :) Zazdrosny był tylko o to, że mogłam posłuchać bicia serca naszego dzieciątka :)

Zaczynamy 18 tc :)

Kiedy to zleciało? Już zaczyna być widać brzuszek, nawet pod luźnymi ubraniami zaczyna wystawać mała kuleczka :) Szefu nazywa mnie ciężarówka i mówi, że musi dobrze jeść żeby mi dorównać :-) Z tym dorównywaniem to bym polemizowała, gdyż on ma brzuch jakby ciążę przenosił  :lol: Podejrzewam, że będąc w 9 miesiącu nie dorównam mu z brzuchem, ale to i lepiej dla mnie, mniej do zrzucenia po porodzie :)

Jak narazie to dużo mi się nie przytyło. Jakieś 1,5kg lub 2kg w zależności czy jestem przed czy po toalecie ;-) Czasami brzuch mam tak twardy, dosłownie jak kamień, a czasem miękki – za to swędzi co jakiś czas. Smaruję się kremem na rozstępy i mam żel pod prysznic specjalnie do brzucha. Lepiej zapobiegać powstawaniu rozstępów. Zestaw jest z firmy ‚Mum & Me’. Szybko się wchłania i ładnie rozprowadza, ma bardzo delikatny zapach. Ogólnie jestem z niego zadowolona. Wcześniej używałam kremu z ‚Palmers’. Był tłusty, ciężko się rozsmarowywał, a wchłanianie zajmowało mu trochę czasu. Czytałam też opinie o ‚Bio oil’ na rozstępy, ponoć bardzo dobry i wydajny. Może go kupię i wypróbuję jak mi się ten skończy. Zobaczymy.

Wczoraj, leżąc już w łóżku, poczułam w dole brzucha taką małą kuleczkę :) Spytałam się męża czy chce też poczuć, powiedział że pewnie. No to przyłożyłam jego rękę do miejsca na brzuszku gdzie ta kuleczka była, a mężu mówi że nic nie czuje. Więc ja przykładam swoją łapke i rzeczywiście nie ma. Poczekałam parę minut, ponawiam próbę i jest :) Dziećko nieśmiałe w stosunku do taty lub nie zna jeszcze jego dotyku zbyt dobrze więc się schowało ;-)

Z wiadomośći o firmie to dalej nic nie wiadomo. Wczoraj główny manager miał spotkanie w banku, ale jak zwykle nic nam nie powiedzieli. Nie informują o niczym. Gdyby to ode mnie zależało to wolę gorzką prawdę niż słodkie kłamstwo. A tu ani be, ani me, ani – kurde – kukuryku :(

Ehh co za dzień…

W pracy dostaliśmy wiadomość, że nasza firma ma kłopoty finansowe i nie możemy składać zamówień. Możemy jedynie obsługiwać klientów, którzy płacą kartą za tranzakcję i nasz sklep internetowy, bo wszystkie zamówienia są wcześniej zapłacone.

Zaczynam się martwić, gdyż w mojej sytuacji o znalezienie pracy nie bedzie tak łatwo :( Nikt mnie nie przyjmie w ciąży :( Trzeba będzie coś wykombinować, bo przecież kredyt do spłaty, bieżące rachunki i wyżywienie dla nas i kociaków trzeba kupować. Chyba, że na pół etatu do biura by mi się udało zatrudnić, nawet na porządkowanie papierów lub recepcję – zawsze to coś.

Lepiej by było gdyby nam powiedzieli o tym w przyszłym tygodniu, bo teraz cały weekend bedę się zamarwiać, a to nie jest wskazane ze względu na Bąbelka :( Teraz czekamy do przyszłego tygodnia aż sprawa się wyjaśni, czy to tylko kłopoty przejściowe czy musimy zacząć się rozglądać za nową pracą.

Spokojny weekend

W piątek po pracy pojechali my naszą ‚krówką’ na zakupy, bo przecie lodówka pustkami świeciła i halny tam szalał więc zapasy trzeba było porobić. Na cel pierwszy poszedł polski sklep. Ło ludu znalazłam tam syrop na kaszel dla kobiet w ciąży Prenalen i tabletki na gardło :) Jaka ja żem była szczęśliwa :) Mężu kupił mi jeszcze 7 days’a orzechowego i mogłam już wracać do domu ;-) Oj przepraszam jeszcze żółty ser trzeba było zakupić, co bym miała na kanapke co położyć. Ale dużo rzeczy się pokończyło więc sunęłam między regałami i wrzucałam do koszyka potrzebne produkty, a przy kasie mężu dostał darmowe piwko :) I on wtedy też był szczęśliwy ;-) Później wskoczyliśmy do Tesco co by dokupić warzywa, owoce, wegeteriańskie papu, dla kociaków przysmaki, mężu zaopatrzył się w alkohol i wróciliśmy do domu. Zjedliśmy kolacje, mężowski pograł w Wiedźmina (męczy go już chyba z miesiąc), ja też w swoje gierki poklikałam, kociaki wypieściuchałam i udałam się za zasłużony wypoczynek :)

Sobota mineła nam bardzo szybko. Mężu zrobił śniadanko, ogarneliśmy domek, zjedliśmy obiad i pojechaliśmy do kina na Deadpool. Super film. Uśmiałam się jak nigdy. Wytrzepałam tym moje dziecko ;-) Podczas seansu miałam wrażenie jakbym dostała od dziecka małego kopniaka, aż podskoczyłam na tym fotelu ;-) Od tamtego czasu cisza. No cóż muszę uzbroić się w cierpliwość i czekać aż znow da o sobie znać :) Film zkończył się dość poźno więc po powrocie do domu szybki prysznic i łózio. Kiedy ja się obudziłam po 3 rano na pierwsza wizyte w kibelku to mężu zlądował do wyrka, bo się zagrał ;-)

Niedziela też minęła na leniuchowaniu :) Mężu grał w Wiedźmina, bo chciał już go przejść (co mu się udało dopiero koło godziny 22:00), a ja podziergałam sobie na szydełku. Robię narzutkę na łóżko dla rodziców na ich 35 rocznicę ślubu, która wypada za tydzień w niedzielę. No ale cóż paczkę wyślemy dopiero początkiem przyszłego miesiąca. Muszę dokupić parę rzeczy o które prosili rodzice i siostra. Chodzi im o kamienie rozgrzewające, które sa umieszczone w elastycznym pasie. Dobre są na ból pleców bądź korzonki gdyż trzymają temperaturę ciepła 24 godziny lub dłużej. Siostra chce plastry rozgrzewające na bóle menstruacyjne, bo jak tu była to poczęstowałam ją ostatnim jaki mi został i tak była z nich zadowolona, że przed wylotem kupiła sobie dwie paczki, ale poprosiła żeby kupić jej jeszcze ze dwie. No to muszę się zebrać i iść na zakupy. Wtedy będziemy mogli zrobić paczke i wysłać do domu razem z małym upominkiem :)

Kiciucha prawie całą niedzielę spędziła u mnie na kolanach lub obok zajmując 3/4 sofy. A umawiałyśmy się pół na pół, ale jak usnęła to dźwigiem bym jej nie zepchnęła tak się rozwaliła. Tyłek mi zdrętwiał od siedzenia w jednej pozycji, a ona w najlepsze sobie spała. Pewnie według niej to grzała mi nogę ;-) No ale cóż, chciało się koty to trzeba się dzielić przestrzenią ;-)

Nerwy w ciąży

Jeszcze nigdy żaden klient mnie nie wyprowadził z równowagi, ale kiedyś musiał być ten pierwszy raz. I tak oto wczoraj nasz klient, który za każdym razem kiedy składa zamówienie zawsze, ale to zawsze źle coś wymierzy lub rozmiar nie ten zamówi, a później na ostatnią chwilę pyta nas czy moglibyśmy wysłać to czy tamto z dostawą na rano (czasami się udaje, a czasami przykto mi bardzo ale musisz poczekać dzień lub dwa – ze względu na rozmiary), przeszedł samego siebie. Nie dość, że wydzwaniał do nas co pare minut czy dostawa miała miejsce, to jeszcze nagrał się na pocztę z taką wiadomością, że mi ciśnienie skoczyło (pewnie według lekarzy miałabym idealne, bo ja niskociśnieniowiec jestem i moje najlepsze ciśnienie ostatnio wynosiło 100/60 :) ). W wiadomości powiedział, że jest bardzo rozczarowany naszą współpracą, że nie tak to sobie wyobrażał, że on potrzebuje tego zamówienia na ‚wczoraj’ (to tak delikatnie opisałam, on używał ostrzejszych słów). A to że nieraz mu dupę ratowaliśmy bo czegoś zapomiał zamówić lub oddawaliśmy przysługę sami pakując do samochodu części i jeszcze tego samego dnia robiąc dla niego dostawę to już tego nie pamięta? :evil: Sprawdziliśmy z naszym kurierem co z paczką i co się okazało? Została dostarczona! Ale nikt nie raczył tego sprawdzić z robotnikami, a nam się oberwało. Tak więc, gdy nasz klient Harry zadzwonił, odebrałam telefon i powiedziałam mu żeby zanim będzie do nas wydzwaniał ma sprawdzić ze swoimi robotnikami co najmniej 3 razy czy odebrali przesyłkę i o której godzinie, bo ja nie godzę sie na ubliżanie za niekompetentność jego pracowników. Z nerwów aż się cała trzęsłam. Dobrze, że szef chciał z nim też pogadać to go przełaczyłam bo inaczej mogłabym powiedzieć o parę słów za dużo.

Chyba z 10 – 15 minut zajęło mi usopokojenie się, a później panika czy z Bąbelkiem wszystko wporządku, czy mu nie zaszkodziłam tymi moimi nerwami i tysiąc pytań do… Z reguły to ja jestem bardzo spokojną osobą i ciężko mnie wyprowadzić z równowagi, ale Harremu się udało. Z tego wszystkiego tak mnie brzuch rozbolał, że musiałam puścić sobie ciepłe powietrze na ukojenie. Gorąca herbatka z cytrynką i jakoś się uspokoiłam. Ale panika o Bąbelka została.

W domu wyżaliłam się mężowi i zrobiło mi się lepiej. Pocieszał mnie, pocałował i głaskał brzuszek. Nawet kociaki były grzeczne. Sonia, jak tylko usiadłam, od razu wskoczyła mi na kolana i zaczęła mruczeć uspokajająco. Mruczek położył się obok i oddawał mi swoje ciepełko :) A rybcie nieświadome sobie pływały. W sumie one też działają relaksująco w jakiś tam sposób.

Kociaki co jakiś czas zaglądają co u nich słychać i wygląda to co najmniej pociesznie :)

12746066_10205531694476533_884253285_n

Nowi lokatorzy :)

Dobra można by to nazwać zachcianką ciążową ;-) Sprawiłam sobie rybcie :) 4 rybeczki, wszystkie to dziołchy (przynajmniej mam taką nadzieję) :) Oczywiście nie powiem tego mężowi, bo on planuje nazwać je imionami transformersów: Optimus Prime, Bumblebee, Megatron i Starscream :-D Jedynie Bumblebee pasuje do płci męskiej i żeńskiej. No zobaczymy co mężu powie jak wróci z pracy :)

12699130_10205523018179631_999046423_o

Na zdjęciu widać tylko jedną rybcię, dopiero przyzwyczajają się do nowego miejsca. W sumie to okupują tylko jedną stronę akwarium, tam gdzie jest pompa z filtrem. Mam nadzieję, że szybko się zaklimatyzują w nowym miejscu. Przed spaniem dostaną jedzonko i zamkniemy drzwi do pokoju, co by kociakom nie przyszło do głowy wskakiwać na półke bądź akwarium, bo się skąpią ;-)

Leczenie domowymi sposobami w ciąży

Z racji tego iż dopadło mnie przeziębienie, z nosa leci jak z zepsutego kranu, chyrlam jak ‚maluch’ próbujący odpalic (i to jeszcze na korbę), zmuszona jestem wypróbować wszystkie możliwe (i niemożliwe tyż) babcine metody leczenia naturalnego.

Tak więc na pierwszy rzut idzie herbata z miodem i cytryną (zarówno duuuużżżooo jednego jak i drugiego). Herbata idzie hurtowo. Najlepiej jak jest jeszcze gorąca to tak fajnie rozgrzewa :)

Numer dwa to syrop z cebuli, miodu i cytryny. Uwielbiam go :) Można do niego dodać też parę ząbków czosnku, wtedy mamy pewność że żaden wampir nas nie zaatakuje ;-) Pamiętam jak babcia go robiła jak byłam przeziębiona lub chora. Pyszny jest i słodki :) Zażywam po jednej łyżce stołowej trzy razy dziennie. Mężu nie przepada za nim, mówi że mu śmierdzi (a co kwiatkami ma woniać?). Zawiera cebulę więc trochę tufi, ale pomaga to się liczy.

Ostatnio wyczytałam na internecie, że można zrobić pastę serowo czosnkową na kanapke. Tak więc wczoraj się pokusiłam o jej zrobienie :) Zetrzeć niewielką ilość żółtego sera o dużych bądź małych oczkach (wedle upodobania), dodać 2 lub 3 przeciśnięte ząbki czosnku (ja dodałam chyba z 6 bo go uwielbiam), plus ok dwie łyżki stołowe majonezu (w zależności jaką kto woli konsystencje pasty można dodać więcej), wszystko razem wymieszać i odstawić do lodówka na „przegyzienie się”. Znów mam pewność, że żaden wampir się do mnie nie zbliży ;-)

Wczoraj teściowa powiedziała żebym zrobiła sobie cytrynadę, że jest dobra na przeziębienia. Ona od zawsze robiła ją dla dzieci i sobie też. Tak więc zrobiłam, a co spróbować można. Nawet dobra. Trochę kwaśna mi wyszła, ale to nic bo ja ostatnio wszystko bym kwaśne jadła i piła :) Przepis na cytrynadę: sok z polówki cytryny, miód (wedle uznania) i ciepła przegotowana woda na rozcieńczenie. Wszystko razem dobrze wymieszać i pić póki ciepłe.

Ponoć starym sposobem na porzegnanie przeziębienia jest moczenie nóg w gorącej wodzie z solą. Mam zamiar to wypróbować dzisiaj tuż przed spaniem. Wedle mądrości ludowych przeziębienie i choroby wchodzą przez stopy. Plan na dziś wieczór: micha z gorącą wodą i sól, moczenie stóp póki woda nie wystygnie, grube skarpety i do wyrka :) Mężowi zostawię wylanie wody i wypłukanie miski :)

Przed spaniem robię sobie inchalacje. Muszę zakupić inchalator, dodam pare kropelek olejku i w całym domu będzie ładnie pachnieć mentolowo :)

Mam nadzieję, że to dziadostwo szybko minie stosując powyższe metody leczenia, bo normalnie resztki sił, które mi pozostały zalegną w łóżku albo pójdą sobie na spacer.

Urodziny i przeziębienie gratis

W piątek ogarnęłam chałupkę, bo mężowi zachciało się jechać do znajomego na weekend. W sumie kolega miał urodziny, co roku do niego jeździmy, ale teraz to miałam takiego lenia, że wolałam zostać w domu razem z kociakami.

W sobotę mężu zrobił śniadanie, później sobie pograł na konsoli tak z godzinę może więcej. Denerwował się jak małe dziecko jak nie mógł przejść sceny ;-)  Miałam ubaw z niego :) Zrezygnowany wziął się za odkurzanie domu, a ja w tym czasie poszłam pod prysznic. Nie to, że u kolegi nie ma gdzie się wykąpać, tylko nie chciałam ze sobą zabierać moich kosmetyków, więc stwierdziłam, że lepiej będzie jak się wykąpię w domu i wysmaruję swoimi specyfikami :) Po 14:00 luby stwierdził żebyśmy się już szykowali bo nie wiadomo jaka droga będzie. Nasypałam kociakom suchego pokarmu do 3 miseczek, dostały po saszetce na głowe mokrego papu, wypieściuchałam moje sierściuchy i pojechaliśmy.

Droga była nawet pusta więc szybko się jechało, niecałe 50 minut i byliśmy na miejscu. Jak zwykle zostałam zagoniona do kuchni, znaczy poproszona o pomoc w przygotowaniu przekąsek ;-) Jak zwał tak zwał, ale w kuchni siedziałam. I tak oto przygotowałam melona w szynce, jajka w majonezie, śliwki zawijane w boczku, pomidory w sosie czosnkowym posypane serem, paluszki czosnkowe zawijanie w szynce wędzonej. Kolega dzień wcześniej przygotował sałatki: jedną z tuńczykiem i jedną z kurakiem. Reszta była kupiona: śledzie po myśliwsku i meksykańsku, szynka i ser, nawet pierogi z mięsem i kapustą zamówił. Te pierogi to olbrzymy były. Jeden pieróg to jak moja dłoń! Dwa takie człowiek zje i najedzony ;-) Po produknywnym czasie spędzonym w kuchni poszłam zrelaksować się na kanapę. Włączyłam program kulinarny i obczajałam co ciekawego tam pichcą. Chłopaki po godzinie 19:00 zaczęli próbować napoje wysokoprocentowe, a ja się zadowalałam herbatką z cytrynką ;-)

Około godziny 20:00 przyszli już pierwsi goście, co oznaczało iż musiałam zmienić miejsce posiedzenia. Z mięciutkiej sofy przy rozpalonym kominku przeniosłam się do jadalni. Nie powiem było wesoło. W sumie było nas 14. Z tymi wariatami nie można sie nudzić :) Czas szybko mijał, a ja nawet nie zauważyłam że moja godzina do spania już dawno przeszła obok. Chyba nawet mi pomachała, nie wiem, zajęta byłam rozmową ;-) Filmików i zdjęć porobiłam trochę, po trzeźwemu będą łapać się za głowę i prosić o ich wykasowanie ;-) Już dawno się tak nie uśmiałam. Tym śmiechem tak wytrzepałam swoje dziecko, że chyba uznało to za kołysanke ;-) Po 3 nad ranem już mnie jednak zmogło i poprosiłam męża o pomoc przy rozścieleniu wyrka. Ciężko było usnąć, gdyż za drzwiami zostało jeszcze pare osób, a ich rozmowa przypominała bardziej krzyk niż dyskusję. Szybko się rozeszli, a ciepełko od kominka grzało stopy :)

Rano obudziłam się z zatkanym nosem :( Mężu nie lepiej, jego też coś zaczęło rozbierać. Tylko on może się wspomagać lekami, a mi pozostaje herbata z miodem i cytryną, syrop z cebuli i miodu oraz czosnek. Nie ma co, jutrzejszy dzień w pracy nie będzie wesoły, a jeszcze mam koniec miesiąca do zrobienia. Roboty od i ciut ciut, a ja z czerwonym nosem jak Rudolf :(