Brzuszek rośnie :)

Kupiłam sobie pierwsze ciążowe spodnie :) Wszystkie moje jeansy zaczęły uciskać brzuch i w pracy siedziałam z rozpiętym zamkiem przez 8 godzin więc nie zostało mi nic innego jak wybrać się na zakupy. Nawet mężu się ze mną po sklepach szwędał, czego on wręcz nie znosi. Nie wiem ile sklepów odwiedziliśmy, ale w każdym mówili że ciążowe ciuchy tylko na stronie internetowej można zamówić bo oni w sklepie ich nie trzymaja. Czy tylko ja tak mam, że wolę przed zakupem czegokolwiek przymierzyć daną rzecz, zmacać ją itp.? No przecież nie kupię w ciemno. Mężu kupił mi lemoniadę, bo byłam już tak spragniona, że suchość w ustach dawała się we znaki. Kwaśna lemoniada, dobra lemoniada, orzeźwiająca lemoniada ;-) Mężu się krzywił jak pił, a ja na raz chyba z pół butelki wychyliłam :) Już zrezygnowana i zmęczona zaciągnęłam męża do H&M i tam znalazłam różne fasony i kolory portek ciążowych :) Przymierzyłam 3 pary spodni i zadowolona zabrałam do kasy te najwygodniejsze :) Jeszcze muszę znaleść legginsy żeby mieć w czym po domu chodzić, bo moje spodnie dresowe też pomału robią się przyciasne ;-)

Pierwsze USG

No nareszcie już po. Wczoraj mieliśmy teoretycznie pierwsze USG. Skończyłam pracę o 12:00, pojechałam do domu przebrać portki co by wygodniej było je rozpiąć i pojechali my do szpitala. Na liście było napisane jak trafić na oddział ultrasonograficzny więc bez problemu znaleźliśmy to miejsce, a że przyjechaliśmy z zapasem czasowym to wcześniej nas poproszono do gabinetu :)

Poproszono mnie żebym położyła się na łóżku, rozpieła spodnie i podwinęła bluzkę – co też uczyniłam. Następnie pielęgniarka nałożyła zimny (brrr) żel na brzusio i powiedziała żeby patrzeć się na telewizor, który wisiał na ścianie gdzie zobaczyliśmy nasze Dziecię :-D Ale sobie brykało u mnie w brzuszku :) Może nieświadomie, ale Dzidziuś pomachał, a później zafascynował się swoim kciukiem ;-) Fajnie było sobie podglądnąć dzieciaczka :) Kompletnie Dziecię me nie współpracowało z pielęgniarką, brykało w najlepsze, wyciągao się, machało łapkami i zafascynowane było ssaniem kciuka :) Pielęgniarka próbowała z różnych stron pobrać wymiary naszego Bąbelka, męczyła się, mi kazała zmienić pozycje na inna żeby sprawdzić czy z innej strony uda się pobrać wymiary i też nic :) Uparte mam dziecko ;-) W końcu po prawie pół godzinie udało jej się! Za to mój pęcherz i wnętrzności zostały nieźle wygniecione. Myślałam, że im się tam posikam. Jeszcze trochę, a pewnie bym popuściła ;-)

Po usg zmierzyli mnie i zważyli (znowu). Jakoś dziwnie bo odjęli mi 2 cm wzrostu(!?). Normalnie od nie pamietam ilu lat mój wzrost to 164cm, a im wyszło 162 – jakim cudem, tego nie wiem i się chyba nie dowiem. Następnie pielęgniarka pobrała mi krew. Powiedziała, że wyniki przyjdą do domu w ciągu 10 dni. I znów będę się denerwować czy wszystko wporządku :( Według usg wszystko z Maleństwem jest dobrze :) Pielęgniarka powiedziała, że dopiero po wynikach z krwi będzie wiadomo jakie są rokowania. Z mężem zgodziliśmy się na zrobienie testu na zespół Downa i innych schorzeń, więc teraz musimy czekać na wyniki. Według pielęgniarki, nawet gdy wyniki wyszły by lekko podwyższone to jest to tylko prawdopodobieństwo. Nigdy nie ma 100% pewności. Ale stres jest :(

 

13 tydzień ciąży

Wczoraj zaczął się 13 tydzień ciąży, jak również przestałam brać progesteron w kapsułkach i teraz panikuję. Niby wiem, że teraz dzidziuś może się rozwijać sam bez wspomagania tabletkami, ale jakoś tak spokojniej się czułam biorąc je. Teraz z każdą wizytą w toalecie sprawdzam czy wszystko wporządku. Głaszczę brzunio i mówię do Bąbelka żeby się trzymał i ładnie rozwijał, i że już w lipcu się spotkamy :)

Na poniedziałek mam umówioną wizyte usg. Teoretycznie powinno to być moje pierwsze usg, no bo w Anglii sa tylko 2 na całą ciążę! Oczywiście jeśli przebiega prawidłowo. Z racji tego, że miałam in vitro to poniedziałkowe usg będzie moim drugim. Teraz mam jakoś większego stracha. Będą robili jednocześnie badania na prawdopodobieństwo wystąpienia genetycznych schorzeń i chorób u maleństwa. Tak się boję :( Chciałabym żeby wszystko było dobrze z Bąbelkiem. Staram się nie pokazywać po sobie, że się martwię, bo ja przecież dzielna kobita jestem i twarda jak trzeba, ale jak jestem sama to wtedy zaczynam myśleć i się martwić. Mężu mówi, że jak tylko wejdzie to się zapyta o płeć Juniora :-D Na co ja mu odpowiadam, że nie chcę znać płci, ja chcę mieć niespodziewajkę ;-) A poza tym zdrowie Maleństwa jest dla mnie ważniejsze niż jego płeć, ale mężu uparty – on chce wiedzieć i już ;-) No bo jak będzie syn to wózek trzeba kupić koloru czerwonego (męża ulubiony kolor) żeby się woził w czerwonym ferrari ;-) Ten mój ślubny to dopiero ma pomysły :)

Wracając do usg uważam iż powinno być co najmniej 4. Pierwsze około 8 tygodnia ciąży żeby sprawdzić czy doszło do ciąży i jej lokalizacji, czy przypadkiem ciąża nie jest pozamaciczna, ile jest zarodków i ich rozmiar itp. Drugie usg powinno być między 12 a 14 tygodniem ciąży w celu sprawdzenia jakie jest ryzyko wad płodu (to moje poniedziałkowe, na którego samą myśl trzęsę się jak galareta), jest one też zwane badaniem genetycznym. Sprawdza się też na nim wiek ciąży i budowę płodu. Trzecie usg między 28 a 30 tygodniem ciąży żeby sprawdzić czy wszystko jest wporządku. Celem tego badania ma być ocena rozwoju płodu oraz jego położenia. Ostatnie czwarte usg powinno być, według mnie, robione około 38 tygodnia ciąży żeby sprawdzić czy dziecko jest już prawidłowo odwrócone i przygotowane do porodu. Tego pierwszego i ostatniego się w Anglii nie robi, a szkoda. Chyba będę musiała zrobić je prywatnie, tzn. te ostatnie, tak dla spokoju głowy i żebym wiedziała na jaki poród mam się nastawić.

Póki co są to jak dla mnie dalekosiężne plany ;-) Skupiam się nad tym co tu i teraz. No i mogę powiedzieć, że brzunio robi sie powoli zaokrąglony jak balonik :)

12511277_10205415142602809_1825302631_o

Nawet Mruczastego łóżeczko się załapało na zdjęciu ;-)

Zdradziła mnie…

Wczoraj moja kicia zdradziła mnie. No najnormalniej w świecie zamiast położyć się na kocyku lub pod nim, gdzie jest cieplusio, ta poszła położyć się koło męża mego prywatnego. Małpa jedna no. Ta sobie spała w najlepsze, a mi stopy marzły. Musiałam położyć sobie na stopy butle z gorącą wodą na rozgrzanie. Ale na papu to wiedziała do kogo przyjść! Ona chyba ma zegarkek w swoim małym brzuszku. Wie dokładnie kiedy jest pora jedzenia. Potrafi wtedy tańczyć wokół nóg i wydawać śmieszne dźwięki z siebie, ni to gruchanie, ni to miałczenie. Pocieszna jest :) Mam nadzieję, że dziś wróci do mnie, bo lubie z nią drzemać. Zawsze mnie rozgrzewa, jest taka cieplusia.

12625636_10153838273634378_995211717_n

Mruczasty to typowy facet, przychodzi tylko po żarełko, pićku, mizianko lub żeby go wypuścić na ogród. A tak to okupuje krzesło przy biurku lub swoje łóżeczko, które jest pozostałością po starym krześle ;-)

12528392_10153822982014378_1536199455_o

Wczoraj jak zatankowałam swojego ‚Mikrusa” to dostałam pluszaka :) W jego brzuszku jest torebeczka lawendowa, którą można podgrzać w mikrofali. Jest wtedy cieplusi i tak ładnie pachnie :) Oto on:

12575800_10205400136627669_2073189429_n

Koty i ciąża

Ludzie trzymajcie mnie bo nie ręczę za siebie! Tylko czekałam kiedy zacznie się temat z kotami, ale mogę liczyć na teściów, oni są po prostu niezawodni! :-x W końcu padło pytanie co zamierzam zrobić z moimi futrzakami, na co ja że nic, one zostają i koniec. Ale jak to? Przecież koty to roznoszą choroby, są niebezpieczne i wogóle, mogą zagryść dziecko bądź udusić kładąc się na nie(!), no i jeszcze ta sierść, wszędzie jej pełno! No to ja sie pytam: jakie choroby? Nie potrafią odpowiedzieć. Dziękuję, więcej pytań nie mam. ;-)  Ale ich znajoma, która pracuje w aptece, powiedziała że kotów ciężarna kobieta nie powinna posiadać, bo… i tu następują wyżej wymieniane przypadki. No to ja znów proszę o przykłady z życia wzięte, a nie bo ktoś tam coś powiedział. I znów nie otrzymuję konkretnej odpowiedzi :-?  No to powtarzam się, że koty zostają i koniec dyskusji, bo ja w jakieś gusła i zabobony (a tym bardziej opowieści wyssane z palca) nie wierzę. Na co teściowa, że biedny dzidziuś, bo będzie wychowywał się z kotami! (sic) I tu wparowuje mój kochany mąż :) Mówi swoim rodzicom, że temat kotów jest zamknięty i on nie chce nic o nich słyszeć! Decyzja jest podjęta. KOTY ZOSTAJĄ!!! A jak jeszcze raz o tym wspomną to się pokłócimy  :-) Jak to dobrze, że ojciec mego dziecka się za mną wstawił :)

Nie rozumiem, jak można się pozbyć zwierzaka z domu, bo ciąża?! Według mnie należy przestrzegać zasad higieny, porobić niezbędne badania, uważać na to co się je, a jak maluch będzie na świecie to nie zostawiać go sam na sam ze zwierzęciem. No logiczne, prawda? Ale chyba nie dla wszystkich, skoro tyle ludzi jeszcze wierzy w takie pierdoły!

A tak z innej beczki to w sobote w nocy zaczął sypać śnieg  :-D Wstaję w niedzielę rano, a tu biało :) W końcu mamy zimę ;-)

12570988_10205386858815732_1508278359_n

 

Koty niechętnie wyszły na ogród, ale tylko na chwilkę, bo zimno i mokro, a i jeszcze coś białego leży wszędzie ;-) Sonia tylko raz wyjrzała i chyba jej się nie spodobało, w końcu to panienka ;-) Za to Mruczek parę razy podejście robił, ale w ostateczności też wrócił do domku i położył się koło kaloryfera :)

12571085_10205387930122514_85574872_n

Ostatnimi czasy Soni ulubione miejsce do spania to mój brzuch ;-) Śmiejemy się, że wysiaduje nam Bąbelka :)

12540433_10205392691121536_422385646_n

I jak tu miałabym je oddać? Tyle radości z tych futrzaków mam :) Czasami działają mi na nerwy, jak np. skoro świt urządzają sobie wyścigi z dołu na górę i znów na dól, albo gdy Mruczastemu zachciewa się rozmowy w środku nocy, a ty człowieku chcesz spać. Ale to przejściowe stany, bo w sumie to one są kochane :) No i zostają z nami :-D

12 tydzień

No to dziś zaczynamy 12 tydzień ciąży :) Kiedy to zleciało?

Wczorajsza wizyta u położnej przebiegła sprawnie. Pobrała mi krew, umówiła na następną wizytę w lutym, wysłała pytanie do szpitala kiedy mają wolny termin by mnie wcisnąć na usg bo lekarz zapomniał i jest bardzo możliwe, że może mi to przepaść :( Zdenerwowaliśmy się z mężem bardzo, bo przez nieuwagę lekarza, to co mi sie należy bezpłatnie będziemy musieli zapłacić prywatnie, a to koszt rzędu £100 (dokładam £50 i mam wózek dla potomka). Narazie czekamy na list ze szpitala, może uda im sie nas gdzieś wcisnąć. Planowo powinnam mieć usg robione od tego tygodnia do 14 tygodnia ciąży, a tu niewiadomo :(

Położna wypełniała mnóstwo papierów. Spedziliśmy tam godzinę odpowiadając na różnego rodzaju pytania, historie choroby itp. Kobitka była bardzo miła, za każdym razem gdy coś tłumaczyła, pytała się czy wszystko rozumiemy i czy mamy jakieś pytania. Wytłumaczyła ile spotkań bedziemy mieć, co bedzie na poszczególnym spotkaniu, co mi przysługuje, z czego mogę korzystać za mała odpłatą. Dostaliśmy folder z moją kartą ciąży i różnego rodzaju ulotkami, książeczkami do przeczytania i recepta do wypełnienia na darmowe leczenie dentystyczne i okulistę :)

Po powrocie do domu, szybki prysznic i do łózia na drzemkę :) Mężu musiał wracać do pracy, a ja miałam już wolne :) Kociaki na dole w salonie usnęly, a ja w sypialni. Moja drzemka to ok. 2 godziny ;-) Po przebudzeniu telefon do domu, bo mnie już męczyli co i jak z wyzytą, szybkie podgrzanie zupy dla męża i kolacja dla mnie :) Nawet udało mi się nie usnąć podczas oglądania filmu, który mąż właczył :) Ale o 23:00 już oczy miałam na ‚zapałkach’ więc oporzadzenie kociaków i chyc do łózia śpiochu :)

Spać!!!

Ja chcę spać. No dosłownie o karzdej porze dnia i nocy bym spała. W pracy robię za statystę, trzeba do mnie mówić głośno i dużymi literami, dobrze że telefony ryczą jak ktoś sie do nas dobija, a i fax też potrafi o sobie dać znać to przynajmniej utrzymują mnie trochę rozbudzoną. Za to jak przychodzę do domu to gdyby nie futrzaki domagające się żarełka i wypuszczenia na ogród to od razu bym się zakopała pod koc bądź kołdrę i poszła w kimę. Ale nie bo jeszcze obiad dla męża trzeba zrobić przecie, wróci głodny z pracy i będzie marudzić że nic nie ma, a on z głodu będzie mi padać. No to po nakarmieniu bandy domowej, szybki prysznic i pod koc chociaż na chwilke się drzemąć. I tak mija godzina, może półtorej ;-) Przebudzenie na pićku i kęs czegoś na ruszt i znów ślepia się same zamykają :)

Sonieczka jest zadowolona, gdyż wciska się na kocyk bo mięciusio i śpi razem ze mną lub na mnie bo przecież łóżko ze mnie też wygodne ;-) Także futrzaki są moimi kompanami od jakiegoś czasu. Śpimy razem :) I tak do 23:00 na dole sobie kimamy, a później zmiana pokoju, po wcześniejszym oporządzeniu kociaków i ich nakarmieniu witamy się z łóżkiem na całą noc :)

I tak mijają nam dni na spaniu :) Mężu mówi iż jestem jak te moje koty, bym tylko spała z małymi przerwami za potrzebą i jedzeniem ;-) No cóż, takie życie :-D

Moja motywacja

… jest mniejsza niż 0 w tym momencie. Nie mam na nic siły. Cały czas bym tylko w łóżku leżała bądź spała ;-) Nawet moje szydełkowanie musi na mnie czekać aż się zmobilizuję ;-) Znalazłam tyle fajnych projektów żeby coś wydziargać, a tu siły i chęci brak. Nawet jak siostra była to prosiła mnie bym skończyła Olafa dla niej, no kurde nijak nie mogłam się za niego zabrać, a przecież dużo mi nie zostało. Wystarczy tylko nogi mu przszyszyć, nosa zrobić i oczy przykleić, wsio zrobione! A ze mnie teraz leń, leniwiec pospolity się zrobił. Nic na to nie poradzę.

Bąbelek zaczyna się troszku rozpychać w brzuchu :) Wczoraj miałam tak twardy brzuch i wydęty, że nie mogłam w to uwierzyć ;-) Mężowi buzia sama się śmiała jak tylko popatrzył na mój lekko zaokrąglony brzusio. Nawet zaczyna do Bąbelka rozmawiać ;-) Śmiesznie to wygląda, ale miło na taki widok popatrzeć  :-D

Od paru dni miałam wielką ochotę na Filet-O-Fish z McDonalda. Normalnie królestwo za fishburgera ;-) Wczoraj mężu mój kochany kupił mi aż 2 :-D Od razu w samochodzie je spałaszowałam :-) Ale były dobre. Teraz się śmieję, że zaczynają mi się zachcianki i ciekawe co będzie następne ;-)

No i dopadło mnie

Najpierw Mężu gdzieś załapał jednodniowego wirusa, poźniej siostra, szwagier i dzieciaki. Ja sie chowałam u siebie w sypialni z oknem odszczelnionym co by filtracja powietrza była i byłam zadowolona, że mnie to ominęło. A tu nie :-( W niedzielę wieczorem jakoś tak ciężko mi się na żołądku zrobiło, że nawet herbaty nie mogłam wypić. Położyłam się do łóżka ok 23:00 a o 1:00 w nocy juz mnie zaciągnęło do toalety i tak co godzinę miałam wizytę w wc. Nad ranem byłam już tak wymęczona oddawaniem zawartości żołądka, że zaczęłam mieć drgawki. Około 6 rano mężu się przebudził i zobaczył mnie siedzącą na łóżku, zapytał co się stało to mu powiedziałam. Byłam tak wyczerpana, że ledwo siedziałam. Szybko zrobił mi mięty bo żadnych tabletek mi nie wolno. Myślałam żeby zażyć węgiel, ale po przeczytaniu ulotki zrezygnowałam. Przyjmowanie tabletki przez kobiety w ciąży należy skonsultować z lekarzem. Po wypiciu mięty zdrzemnęłam się nawet 2 godzinki. Miałam zamiar iść do pracy, ale mąż zdecydowanie mi zabronił i dobrze bo jak skończyły się wymioty to zaczęła biegunka! Zadzwoniłam do lekarza i umówiłam sie na wieczorną wizytę, gdyż sama nie byłam w stanie prowadzić samochodu, musiałam czekać aż mężu wróci z pracy. W ciągu dnia udalo mi się zdrzemnąć parę razy, a za każdym razem budzona zostałam przez telefon z pytaniem jak się czuję. Zwlekłam się z wyrka żeby przygotować lubemu obiad, przy okazji zjadłam jogurt waniliowy, pierwszy posiłek w ciągu dnia. Po obiedzie zapakowałam się w auto i pojechali my do lekarza. Pół godziny musiałam czekać aż zostałam przyjęta, myślałam że zaraz tam padnę i będą mnie zbierać z podłogi. W końcu zostałam wywołana. Powiedziałam co mi dolega, mężu powiedział że miał coś podobnego tydzień temu i wyszło na to że to wirus jedno bądź dwudniowy. Zmierzono mi temperaturę, ciśnienie i puls, wszystko w normie. Lekarka przepisała tabletki, które mogą zażywać kobiety w ciąży. Powiedziała, że dużo kobiet je zażywa na tzw. poranne mdłości więc mi nie zaszkodzą. Podziękowałam za receptę i pojechalismy do apteki po tabletki. W aptece też kolejki więc swoje musiałam odczekać, ale dostałam je.

Po powrocie do domu wskoczyłam do łóżka, wzięłam tabletkę, a mąż przyszykował 2 kanapki z masłem co by znów żołądka nie podrażnić. Popiłam colą, ponoć dobra na żoładek. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Po tabletce byłam w stanie zejść na dól i wziąść prysznic. Przespałam prawie całą noc, z dwiema pobudkami na siku, ale i tak się wyspałam.

Dziś się czuję o niebo lepiej. Na śniadanie kanapka z masłem, herbata z cytryną i tabletka. Chyba przez cały dzień będę na na takiej diecie, może jutro wprowadzę coś nowego. Zobaczymy jak się będę czuć. Mam tylko nadzieję, że z moim Bąbelkiem wszystko wporządku. Tak bardzo się o moje maleństwo boję :-(